środa, 5 kwietnia 2017

Rozdział 7

Gdy się ocknęłam wszystko było inne. Nie poznawałam środowiska w którym się znajdowałam, na pewno to nie to samo miejsce dżungli, w którym rozbiliśmy obóz. DEX. Gdzie on jest? Gdzie reszta?Boże, gdzie ja jestem?!  Rozejrzałam się dokładniej po pomieszczeniu, które wyglądało niemal tak samo jak nasze strefy mieszkalne z wyjątkiem tego, że u nas nie było roślin i odgłosów dziczy.
Wstałam z czegoś co przypominało łóżko i podeszłam do drzwi, które po ich uchyleniu ukazały zupełnie inną cywilizację. Ujrzałam coś, czemu ciężko było dać wiarę. Widziałam zwykłych ludzi, takich jak ja, tylko trochę dzikich, ale byli bardzo podobni do mnie i moich bliskich. Przynajmniej z wyglądu...
Opuściłam mą bezpieczną przystań i udałam się na zwiady, jak na Zwiadowcę przystało, żeby rozpoznać nowy teren. Usiłowałam wtopić się w tłum, ale coś mi nie wyszło, bo gdy tylko ruszyłam dalej, przykułam uwagę wszystkich osadników. Czułam się jak mała rybka pośród stada rekinów. Po prostu osaczona.
- Śpiąca królewna się wreszcie obudziła. - Usłyszałam ledwo mi znany głos, którego tak dawno nie słyszałam i myślałam, że już nigdy nie usłyszę.
- Tata?! - O mało nie dostałam zawału i przeszła przeze mnie fala gniewu jak i radości. - Ty żyjesz?! - Wykrzyczałam to niemal na całą osadę i to tak, że nawet Dex mógł mnie usłyszeć.
- Tak, skarbie. Żyję i mam się dobrze. A co z tobą, słoneczko, jak się czujesz?
- Nie mogę uwierzyć w to, co widzę. Dlaczego nie wróciłeś do nas, albo nie dałeś żadnego znaku życia?
- Kochanie... Nie mogłem wrócić. Jak się uspokoisz i wszystko ci wyjaśnię, zrozumiesz.
- No to mi wyjaśnij. Chcę zrozumieć i wiedzieć dlaczego wychowywałam się bez ojca. Chyba mam prawo wiedzieć, dlaczego postanowiłeś, że zostawisz rodzinę i resztę życia dla TEGO! - Od razu zmieniłam nastawienie, bo nie mogłam mu pozwolić na to, by zaszkodził mej misji.
- Masz całkowitą rację i naprawdę żałuję, że nie było mnie przy tobie, gdy zaczynałaś chodzić, gdy rosły ci ząbki i gdy uczyłaś się walki, ale sercem i duchem zawsze byłem przy tobie, tak jak i przy twoim rodzeństwie.
- Tylko szkoda, że nie cieleśnie, ale na twoje szczęście poradziliśmy sobie i było nam dobrze. - Burknęłam.
- Porozmawiamy przy obiedzie. - Rzekł pewnie i stanowczo z tonem, który oznajmiał, że to on jest samcem alfa i nie można mu się sprzeciwiać.
- Nie bedzie żadnego obiadu, bo wracam do moich przyjaciół. - Odparłam, bo miałam już po dziurki w nosie spotkania z ojcem.
- Twoi przyjaciele także chętnie zostaną na obiad.
- Oni tu są?!?!
- Tak, skarbie. Są i mają się dobrze, przynajmniej jak na takie warunki, w których przebywają.
- Co im zrobiliście?
- Jeszcze nic.
- Co to ma niby znaczyć?
- Ma to znaczyć, że o ile zechcesz uciec, twoi przyjaciele zapłacą za to srogo.
- Jak miło, że jeszcze śmiesz mi grozić i rozkazywać. Jeśli mogłabym wiedzieć, czym sobie na to zasłużyłam?
- Kochanie, ty niczym, ale chcę cię uchronić przed niebezpieczeństwami tego świata, a poza tym mam już pewne plany, w których bierzesz udział.
- Nie możesz mnie zostawić w spokoju, jak to robiłeś dotychczas?
- Wybacz, ale jesteś zbyt ważnym elementem tego planu i nie mogę cię wykluczyć.
- A dowiem się chociaż czego ode mnie oczekujesz, czy mam się domyślać?
- Wszystko w swoim czasie. - Po tych słowach odwrócił się ode mnie i rzekł - Nie bądź zła, mam swoje powody...
- Tak jak każdy.
- Za chwilę przyjdzie po ciebie Aleks i da ci odpowiednie instrukcje. - Teraz już naprawdę odszedł...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz