czwartek, 6 kwietnia 2017

Rozdział 8

Stałam jak słup soli i nie mogłam pojąć tego, co się przed chwilą zdarzyło. Jak on mógł mnie tu więzić i w dodatku szantażować mnie tym, że skrzywdzi Dexa i resztę. Nie potrafiłam uwierzyć, że taki jest naprawdę mój ojciec oraz, że wcale nie przypomina tego z mej wyobraźni i dziecinnych mrzonek. Zawsze sądziłam, że mój tata będzie dobrym i uczciwym człowiekiem, a także że będzie przedkładał rodzinę ponad wszystko. Ciężko dać wiarę temu, jak bardzo się pomyliłam i że w najmniejszym stopniu nie jest tym, za kogo go uważałam. Całe życie stawiałam go na piedestale i chciałam być taka jak on, chciałam być tak dzielna jak on i bezinteresowna, ale teraz dostrzegam fakt, że on tak wysługuje się sytuacją, aby zawsze wyszło na jego korzyść i żeby tk właśnie on zyskał, a nie inni. On ceni tylko siebie i jest zapatrzony w swe idee, które na pewno są chore, sądząc po przysposobieniu ojca.
Z moich rozmyśleń wyrwał mnie niski głos chłopaka, który nosił imię Aleks, jak mniemam.
- Hej. Chyba masz na imię Aria, ja jestem Aleks i się tobą zajmę.
- Nie chyba, a na pewno, a poza tym nie potrzebuję niańki.
- Nie tak ostro, siostro. - Tak mu się to zrymowało, że po chwili zaczęłam się śmiać, jak wariatka.
- To było dobre. Wybacz, po prostu nie mam dziś najlepszego humoru.
- W sumie to ci się nie dziwię. Nie codziennie człowiek się dowiaduje, że jego ojciec żyje i jest wrogim przywódcą.
- Widzę, że jesteś całkiem obeznany w całej tej maskaradzie.
- Co nieco obiło się mi o uszy, nie przeczę. Jestem tu po to, żeby odpowiedzieć na twe liczne pytania i zaprowadzić cię do twojego pokoju no i by przygotować cię na obiado-kolację.
- Yhym. To kiedy możemy zacząć?
- Już.
- Dobra. To po pierwsze, gdzie są moi przyjaciele?
- Na te pytanie nie mogę ci odpowiedzieć, ale mogę ci powiedzieć jedynie tyle, że są w bezpiecznym miejscu i na razie nic im nie grozi.
- Ty też...? No dobra, to czego ode mnie chcecie?
- O ile jestem w tym wszystkim dobrze zorientowany, to nasz przywódca chce żebyś poślubiła jednego z naszej osady, by połączyć was z nami.
- Niemożliwe. A kto jest moim prawdopodobnym małżonkiem?
- Nikt tego nie wie, poza naszym Wodzem.
- Ty coś przede mną ukrywasz... Jeszcze nie wiem co, ale obiecuję ci, że się dowiem.
- Tylko na to czekam. - Powiedział to głosem uwodziciela.
- Ty mi tu nie flirtuj. A poza tym, czemu mój ojciec chce wżenić jednego ze swoich do bandy, z którą się nie zgadza i czemu sądzi, że to poskutkuje, jak to mnie wywalą z domu?
- Jak się ożenisz z jednym z nas, to Wielki Wódz cię nie wygna, bo jesteś teraz bliska jego rodzinie, a dzięki temu może uda nam się zapobiec działaniu Wszechmocnego Kryształu, którego teraz szukasz, bo on zniszczy istniejącą aktualnie cywilizację.
- Skąd niby możesz wiedzieć?
- Bo mam pewien dar. Jestem jasnowidzem.
- A czy nie nauczyli cię, że przyszłość nie jest jeszcze określona i zawsze może się zmienić. A poza tym Kryształ może być niebezpieczny, ale dopiero gdy trafi w niepożądane ręce.
- Czyli najprawdopodobniej łapska twojego Wodza.
- On ma dobre serce i dba o nas, nie to co mój ojciec, który mnie i moje rodzeństwo opuścił, gdy byłam malutka.
- A nie sądzisz, że zrobił to dla waszego dobra.
- Dla naszego dobra?! Chyba coś ci się pomyliło.
- Nie wydaje mi się...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz