sobota, 23 lipca 2016

Rozdział 3

Dni mijały mi na wspólnych treningach z Dex'em, ale ćwiczyliśmy i doskonaliliśmy swoje umiejętności także osobno. Ja próbowałam zrealizować swe największe marzenie i dzięki praktykom powoli zbliżałam się do urzeczywistnienia go. Bez chwili wytchnienia starałam się jak mogłam, ale po kilku dniach bezustannego wysiłku opadałam z sił, mimo że dostarczałam organizmowi możliwie największe ilości energii. Wciąż chodziłam wyczerpana, ale mimo to próbowałam pokazać, że jestem dostatecznie silna żeby walczyć, ćwiczyć i nie tylko. Niestety nie udało mi się. Pewnego dnia zemdlałam i wystraszyłam na śmierć moich bliskich, w tym Dex'a. Wszyscy się  martwili o mnie, ale dopiero, gdy pozostawili mnie samą sobie, zaczęłam czuć się lepiej. Energia do mnie wracała, a z nią moja siła i chęć wali.
-Eeee, nie wstawaj. Musisz wrócić całkowicie do sił żeby pojawić się ponownie na treningach. - Odparł stanowczo mój Partner.
- Mam już dość leżenia i odpoczywania. Chcę zostać Zwiadowcą i ty mnie nie powstrzymasz przed staniem się nim. - Powiedziałam i zamierzałam mu udowodnić, że nic na wiecie nie może mnie powstrzymać.
- Oczywiście, że nie, ale na razie... - Pchnął mnie na moje łóżko z powrotem, gdy usiłowałam wstać.
- Wypuść mnie! - Jęczałam.
- Nie. Nawet Uzdrowiciel zabrania ci wstawać z łóżka, więc bądź choć przez chwilę posłuszna. - Poprosił, a w sumie rozkazał.
- Nie będziesz mi mówił co mam robić, nie jesteś moją matką!
- A mam ją zawołać? Proszę pa... - Zakryłam mu usta dłonią.
- Siedź cicho, bo obetnę ci to i owo. - Zagroziłam.
- Oj ty niegrzeczna. - Zaśmiał się, a następnie obdarzył mnie szerokim uśmiechem, z powodu którego zmiękłam i przystanęłam na propozycję chłopaka.
- Dobra, zostanę w łóżku, ale pod jednym warunkiem... - Hehe, ja taka sprytna...
- Jakim? - Od razu się zainteresował.
- Będziesz do mnie codziennie przychodził i spędzał ze mną czas. Może być?
- Jasne. - I uścisnęliśmy sobie dłonie w ramach zawarcia umowy.
Po tym jak doszło do udanej transakcji, leżałam z Dex'em na łóżku i gadałam z nim chyba do późnego wieczora, bo nie miałam zielonego pojęcia na temat jego wyjścia z mojego pokoju. Gdy zasypiałam wciąż czułam ciepło bijące od gorącego ciała chłopaka i jego równy oddech na czole, ale gdy się obudziłam, Dex'a nie było, a mi brakowało jego ciepła i jego samej obecności.
Gdy udało  mi się wygramolić z łóżka wpierw poszłam do łazienki żeby się odświeżyć, a potem do  kuchni, bo umierałam z głodu. Zjadłabym konia z kopytami.Nie żartuję. Ale mój głód nie jest zwykłym głodem, spowodowało go ulecznie, którego dokonał Uzdrowiciel, a raczej Uzdrowicielka czyli moja siostra Alice. Niestety leczenie wyczerpuje tak samo i Uzdrowiciela i osobę leczoną, ale leczenie osoby po lekkim urazie głowy bardziej daje w kość pacjentowi, bo to jego głowa zostaje naprawiona.
W jadalni w lecznicy było niewiele osób, a stoły były zapełnione jedzeniem. Nie mogłam uwierzyć w to, jakie mam szczęście, bo praktycznie nikt nie ruszał tego przepysznego jedzonka, więc ja mogłam zaopiekować się tymi wszystkimi pysznościami.
Usiadłam do stołu, przy którym nikt nie siedział i wzięłam się za pałaszowanie tego, co znajdowało się na blacie. W pewnym momencie, gdy już pochłonęłam sporą ilość pokarmu, usłyszałam za sobą bardzo dobrze przeze mnie znany głos.
- Hej,  siostrzyczko, widzę, że już dopadłaś Lecznicowe żarcie.
- Hej, Alice. Gdyby tobie leczyli głowę to też byś była głodna jak wilk. - Stwierdziłam.
- Pewnie tak, ale nie leczyli mojej drogiej głowy, więc nie jestem aż tak głodna jak ty. - Zajęła miejsce obok mnie i nałożyła sobie na talerz kilka naleśników, a następnie polała je bitą śmietaną oraz sosem czekoladowym.
- Acha. A co cię tu naprawdę sprowadza?
- Ploteczki jak zawsze.
- Nie kłam, dobrze wiesz, że tego nie cierpię.
- Oj tam, oj tam. To stwierdzenie ledwo mija się  z prawdą.
- Aliiiceee... - Spojrzałam na nią gniewnym wzrokiem.
- No dobra. Słyszałaś o ataku?
- Jakim?
- Wczoraj harstka Dzikich i Stworów zaatakowała strefę 15. Większość została zabita, ale kilkoru udało się uciec.
- A co z naszymi?
- Jest kilku rannych, trzech zabitych, a reszta cała. - Odpowiedziała z lekkim smutkiem. Założę się, że umierała ze strachu o Jamie'go.
- Dex... - Zmartwiłam się okropnie, bałam się strasznie o niego i zaczęłam błagać bogów, żeby okazało się, że jest cały i zdrowy.

poniedziałek, 11 lipca 2016

Rozdział 2

W dzień po igrzyskach wszyscy zawodnicy powtórnie mieli się spotkać na arenie, ale teraz w innym celu. Tym razem mieliśmy się spotkać wraz ze swoimi Partnerami, aby ich lepiej poznać, dowiedzieć się czegoś więcej o swoich umiejętnościach, a ostatecznie doskonalić je i trenować inne ze swoim Partnerem, który może wskazać twoje niedoskonałości i problemy, a później pomóc je rozwiązać lub też sprawić, że już nie będą niedoskonałościami.
Zbiórka była o godzinie dziewiątej, więc zdążyłam się wyspać i zjeść porządne śniadanie oraz ogarnąć mniej więcej swój wygląd, który, gdy wstałam, był w opłakanym stanie. Włosy rozczochrane, pełno kołtunów, wory pod oczami i można by wymieniać tak dalej, ale szkoda na to czasu, ważniejsze jest to, czego mogę za chwilę doświadczyć. Zawału! Dex przyszedł ostatni na arenę ubrany jak zawsze, na czarno, a jego twarz zdobiły kolczyki w dolnej wardze, lewym uchu i prawej części nosa. Wyglądając tak, chociaż nawet bez kolczyków, mógł mieć tabuny dziewczyn, ale nie miał żadnej, każdy to wiedział, nawet ja. Nie wiem wciąż jakim cudem ten cholernie przystojny chłopak, choć nie był w moim typie to i tak nigdy nie potrafiłabym temu zaprzeczyć, stał się moim Partnerem  i miał nim pozostać do końca życia. Wciąż sądziłam, że zaszła jakaś pomyłka lub błąd w systemie, bo ja nigdy w życiu nie potrafiłabym dorównać temu człowiekowi a pokonanie go jest absolutnie niemożliwe jak na moje predyspozycje, nawet jeśli chcę zostać Zwiadowcą.
trenerka, czyli moja mama, ustawiła nas w dwóch rzędach, w jednym były dziewczyny a w jednym byli chłopacy. Każda para na przeciw siebie, patrzyła sobie w oczy, czasem się śmiała, bo ktoś powiedział coś śmiesznego, albo tez zrobił. Mieliśmy się następnie rozproszyć, wszyscy ze swoimi Partnerami, a zadaniem było bliższe poznanie drugiej osoby. Ja i Dex poszyliśmy wysoko na trybuny, on się rozsiadł, jak to  facet, a potem się oparł o murek i patrzył w sufit. Dołączyłam do niego i sama gapiłam się w sufit, choć sama nie wiem po co. W ogóle nie wiedziałam jak zacząć z nim rozmawiać, nigdy nie spotkałam kogoś takiego jak on.
Spojrzałam na chwilę w stronę Dex;a, ale on to wyczuł i się w końcu odezwał, chociaż nie tak jak przewidywałam.
- Zamierzasz się na mnie patrzyć, czy może w końcu coś z siebie wykrztusisz? - Zapytał z obojętnością w głosie. Z resztą nie tylko głos mówił, że jest mu wszystko obojętne, nawet samo usposobienie to przekazywało.
- A co mam ci powiedzieć? - Odpowiedziałam pytaniem na pytanie, które było deczko irytujące.
- Wszechwiedzący to nie jestem, więc może jakoś spożytkujemy ten czas zamiast głowić się co sie tutaj dzieje. - Zaproponował.
- Dobry pomysł. Może ty zaczniesz jak już jesteś tak skory do rozmów?
- Jeśli tego sobie życzysz, to czemu nie. - Zaśmiał się prawie bezgłośnie.
- Hm. - Uśmiechnęłam sie lekko dumna z siebie.
- To co chciałabyś o mnie wiedzieć? - Zapytał a ja nie wiedziałam zbytnio co mu odpowiedzieć.
- No nie wiem, zaskocz mnie. - Odparłam ostatecznie.
- No dobra, jeśli tak bardzo pragniesz niespodzianki to lepiej żebym zaczął od początku.
I zaczął mi opowiadać o sobie, swojej rodzinie i nie tylko. Dowiedziałam się, że nigdy nie poznał własnej mamy, bo zmarła przy porodzie, dlatego też nie ma rodzeństwa, i że jego ojciec, zanim został Wielkim Wodzem, był Wodzem strefy 15, a jeszcze wcześniej Zwiadowcą. Na podstawie tego mogłam powiedzieć "Jaki ojciec, taki syn", ponieważ Dex teraz też jest zwiadowcą i znając życie, niebawem sam stanie się Wodzem, a w przyszłości, któż to wie, może Wielkim Wodzem, który poprowadzi nas ku lepszemu światu.
- Teraz ty opowiedz mi coś o sobie, Ario. - Poprosił z oczami niemal szczeniaczka.
- Okej, ale boję się, że zanudzę cię na śmierć. - Uprzedziłam, bo wymiękłam pod jego spojrzeniem.
- Przekonamy się. - Odrzekł i zaczął się na mnie patrzeć tymi niebieskimi jak krystaliczna woda oczami.
- Sam tego chciałeś. - Zaczęłam nawijać mu o moim rodzeństwie, które poza tematem, często mnie wkurza, o mami, która obecnie nas trenuje i o ojcu, który zginął zanim się urodziłam. opowiedziałam mu o tym co kocham najbardziej, czyli rysowaniu i o marzeniu o byciu Zwiadowcą. Bardzo zdziwiła go informacja, że ktoś taki jak ja mógłby chcieć zostać Zwiadowcą, gdyż wyglądam na delikatną i kruchą, a wcale taką nie jestem. Mama często mówiła, że jestem twarda jak skała, emocjonalnie oczywiście, i mam siły za dwóch. Oczywiście wierzyłam jej i dzięki niej jestem tutaj, z nim, i walczę o spełnienie swego marzenia.
- No no no, udało ci się nie uśpić mnie, więc jesteś dość ciekawą osobą. - Podsumował.
- Tylko mi tu nie kłam, bo Partnerzy nie powinni tego robić. - Szturchnęłam go w ramię i lekko się uśmiechnęłam.
- Zawsze można zmienić kilka zasad. - Oddał.
- Tak, tylko że w miarę rozsądku, a kłamanie jeszcze do niczego dobrego nie doprowadziło. - Zrobiłam mu malutki wykład.
- Tylko ty tak sądzisz. - Odparł pewnie.
- Nie prawda! - Wzburzyłam się odrobinę.
- Prawda. Wierz mi. - Posłał ciepły uśmiech, który naprawdę wzbudzał moje zaufanie.
- Czemu miałabym ci wierzyć? Może znów mnie okłamujesz. - Stwierdziłam.
- Skąd ta pewność, że wcześniej nie mówiłem prawdy? - Dopytywał.
- Mam przeczucie. - Odpowiedziałam Dex'owi.
- Te twoje przeczucie na razie cie zawiodło, bo jeszcze ani razu cie nie okłamałem w ciągu naszej znajomości. - Powiedział prawdę.
- Jeszcze...
- Jeszcze.. To dobre słowo, prawidłowo użyte w tym przypadku.
- Wiem, aż taka głupia nie jestem, za jaką mnie brałeś? - Odrzekłam lekko wkurzona.
- Nigdy nie brałem cię za głupią. - odpowiedział ze stuprocentową pewnością w głosie.
- Jasne, a ja mam kocie uszy i ogon. - Powiedziałam z naburmuszoną miną.
- Gdzie? Pokaż, chcę zobaczyć. - Spojrzał wpierw nad moją głowę, a potem  za plecy, ale zanim to zrobił, złapał mnie w pasie.
- Dobra, starczy tych wygłupów na dziś. - Powiedział z trudem, bo się śmiałam.
- Może masz rację. - Potwierdził i pomógł mi następnie wstać.
- Mam rację, uwierz mi. - Uśmiechnęłam się.
- A skąd mam wiedzieć, że nie kłamiesz. - Odgryzł się za wcześniej.
- Stąd, że ja nie umiem kłamać. - Powiedziałam mu w sekrecie.
- Jak to? - Zdziwił się.
- Normalnie. Nigdy nie miałam potrzeby kłamać. Ufam wszystkim, a oni ufają mnie, po co  mam ich okłamywać? - Zapytałam, bo na prawdę nie znałam powodu, aby nie mówić prawdy ludziom. Przecież każdy na nią zasługuje, jaka by nie była.
- Na przykład po to żeby nie ranić ludzi.
- Wiesz, czasem nawet najgorsza prawda jest lepsza od najpiękniejszego kłamstwa. - Powiedziałam z przekonaniem, bo wiedziałam że ta regułka się sprawdza.
- Mądre słowa. - Przyznał.
- Wiem, bo moje. - Zaśmiałam się, a on dołączył do mnie i teraz razem się śmialiśmy.  
Gdy przestaliśmy się śmiać, postanowiliśmy wrócić do grupy, bo przyszedł czas na to, żeby coś zjeść i  nie tylko.
- Na dzisiaj to koniec wspólnych zajęć, możecie się rozejść. - Oznajmiła moja mama, a wtedy wszyscy zaczęli rozchodzić się do swoich stref.  Wszyscy poza mną i Dexem.
- No to do następnego razu. - W ten czas ruszył do wyjścia, a ja gapiłam się na jego sylwetkę, gdy odchodził.
- I jak było skarbie? - Zapytała mam w drodze do naszego tymczasowego domu.
- Nawet nieźle. Dowiedziałam się o nim kilka rzeczy, a on o mnie i tyle.
- To wszystko, co masz mi do powiedzenia.
- Tak, myślę że tak... - Powiedziałam z udana zamyślona miną,a potem przytuliłam się do swojej rodzicielki  i dziękowałam bogom, że ją mam.
- Chodźmy do domu. Może zrobimy coś dobrego do jedzenia. - Zaproponowała.
- Ja bardzo chętnie, umieram z głodu.
- ja też, więc może się troszke pośpieszymy, bo im szybciej wrócimy, tym szybciej zjemy.
- Dobra. -  I tak powróciłyśmy do domu, gdzie czekała na nas miła niespodzianka...


piątek, 8 lipca 2016

Rozdział 1

Od rana we wszystkich strefach panowało napięcie i podekscytowanie dniem doboru Par. Także w moim. Byłam wystraszona, bo nie wiedziałam z kim w parze przyjdzie mi się walczyć w trakcie zawodów, przez niektórych nazywanych igrzyskami. Nieważne w której byłeś strefie, i tak musiałeś przez to przejść, bo Partnera musi mieć każdy. Taką druga połówkę siebie, która cie dopełnia, tylko że w trakcie walki, chociaż często się zdarzało, że Partnerzy byli ze sobą w związkach. Przynajmniej tak słyszałam od mamy, która była Partnerką taty, który umarł tuż po moich narodzinach, gdy był na misji jako Zwiadowca.
Szybko ubrałam się w strój odpowiedni do walki i pognałam ze swojej strefy w stronę areny, gdzie miałam czekać aż Wielki Wódz ogłosi początek igrzysk i ktoś kto wybiera przeciwników wybierze mojego.
Wszyscy zawodnicy byli podzieleni na dwie grupy, chłopaków i dziewczyny. Wszyscy walczyli oddzielnie, dziewczyna z dziewczyną a chłopak z chłopakiem. Przeciwnicy nie musieli pochodzić z tej samej strefy a dobór był losowy tak samo jak kolejność, więc myśl że będę walczyć z kimś znanym poszła w unicestwienie i dziękowałam za to bogom, bo nie chciałam skrzywdzić kogoś, kogo znałam, a na arenie wszystko się może zdarzyć.
Moją przeciwniczką była dziewczyna z 15 strefy z długimi blond włosami i fiołkowymi oczami. Była piękna, ale i groźna, bo jak mogłaby nie być, skoro była w piętnastce, a tam byli najlepsi młodzi wojownicy. Dziewczyna była wyższa ode mnie i posługiwała się najczęściej nożami i pistoletami. Na igrzyskach nie wolno było korzystać z broni palnej, więc zostały jej noże. Ja natomiast w takiej walce wolałam posługiwać sie mieczami a ostatecznie wykorzystywałam walkę wręcz do pokonania przeciwnika, ale prawdę mówiąc to sama wolałam broń palną. Na szczęście umiałam posługiwać sie różnego rodzaju bronią, z resztą jak każdy Zwiadowca, a nim właśnie chciałam zostać, z reszta tak samo jak ta dziewczyna nosząca imię Arnika. Im jesteś lepszy tym masz większe szanse zostania Zwiadowcą.
Kiedy przyszła kolej na nas, czyli na samym końcu, weszłyśmy na arenę i stanęłyśmy na przeciw siebie. Każda z nas chwyciła broń w ręce czyli Arnika noże do rzucania, a ja łuk wraz ze strzałami, gdyż pierwszą konkurencją była celność. Dziewczyna trafiała za każdym razem w serce manekina, ale cóż mogę powiedzieć, moje strzały były lepsze od jej noży, gdyż jedna strzała przecinała drugą na pół w samym środku tarczy. Następnie przyszła kolej na walkę na miecze. Bardzo lubiłam tę dyscyplinę, chociaż dopiero zaczęłam się w niej szkolić, ale to nic. Miałam swój instynkt wojownika i na nim powinnam teraz polegać, a nie na tym co mogło nie przynieść pożądanych efektów.
Pierwsza zaatakowała Arnika, ale uniknęłam jej ciosu i sama przystąpiłam do walki. Wtedy naprawdę zaczęła się między nami bitwa. Mieszanka ciosów jak i upadków posypała się, ale żadna z nas nie zamierzała się poddać, walczyłyśmy do końca.
Miałyśmy chwilę odpoczynku, aby zebrać resztki sił i się przebrać w wygodniejsze ciuchy. Ja założyłam na siebie czarny zestaw, w którym znalazł się top, leginsy z trzy czwarte nogawkami i wygodne buty, natomiast moja przeciwniczka ubrała się w strój moro składający sie z bejsbolówki i również legginsów. Nasze włosy były spięte, moje w warkocz, a jej w kucyk, aby nam nie przeszkadzały w trakcie igrzysk. I dobrze. Włosy były jedną z przeszkód, które było trzeba pokonać, czyli zmarnować energię na coś co można by od razu załatwić przed starciem.
Walka wręcz była jedną z trzech i w dodatku ostatnia dyscypliną, którą się zajmowaliśmy w trakcie igrzysk. Wszyscy dawali wtedy z siebie wszystko, bo była najważniejsza, gdyż mogła ocalić życie, gdy nie posiadało sie broni a ni niczego co by ja przypominało w pobliżu. Ćwiczyliśmy ją od samego początku treningu i było to jasne, że trzeba ją jak najlepiej opanować. Z resztą, nawet nie mieliśmy wyboru, bo każda strefa zależy od czegoś, czy to kierunku na przyszłość czy dyscypliny, ale zawsze był jeden haczyk, nie można przeskakiwać tak sobie z jednej strefy do drugiej, trzeba było robić wszystko po kolei, no chyba że posiadało się pozwolenie albo Wodza albo Wielkiego Wodza, który nam przewodził. Nawet jego syn nie miał takiej mocy, ale swoją drogą to ciekawe jak on wygląda. Podobno jest jednym z najlepszych i najprzystojniejszych, ale nie było mi dane się o tym, przekonać. Aż do tej pory, gdy przez przypadek ujrzałam jego twarz na gigantycznym ekranie, na którym byli przedstawieni męscy konkurenci. On był jednym z nich, on brał udział w igrzyskach. Niesamowite. Jednakże bardziej niesamowite od samego faktu, że uczestniczył  w tych zawodach, był jego iście mroczny a zarazem cudowny wygląd i jego zdolności, które znajdywały się na strasznie wysokim poziomie, i którym nigdy nie mogłabym dorównać.   
Po krótkiej przerwie, w czasie której zawodnicy się przygotowywali, Wielki Wódz wraz z Wodzami ustalił kolejność i rywali. Chłopacy dostawali przeciwników mniej więcej z tych samych stref, więc było im trochę trudniej niż dziewczynom z wyższych stref, gdyż te dostawały zazwyczaj z niższych. Jednym słowem, dziewczyny będące w najwyższych strefach miały normalnie bułkę z masłem, bo zbytnio się nie wysilały po to, aby pokazać, że są lepsze.
Część zawodów, w których brała udział płeć męska, była ciekawa i imponując. Każdy z nich pokazywał to, na co go stać i  można było wyczytać z ich twarzy, że im naprawdę zależy. Walki były naprawdę zacięte, a gdy się wydawało, że wynik jest oczywisty, sprawy przybierały zupełnie inny obrót. Nie raz wydawało się, że oni na serio chcą się pozabijać, ale zawsze udawało się jakoś wybrnąć i uciec od śmierci na arenie. Wiele walk można by było jeszcze oglądać po kilka razy, ale nie mogło to być możliwe. Żadna ich bójka nie mogła zostać powtórnie odtworzona, a szkoda, bo było naprawdę na co popatrzeć. Gdy rywalizacje było ostatecznie zakończone, Wodzowie udali się na małą naradę, która trwała kilka godzin, aby ustalić wyniki i dobór Par, bo właśnie po to zostały zorganizowane te igrzyska.
Wiele ludzi na czas oczekiwania kupiło sobie, a jak nie kupiło to wzięło ze swoich zapasów, coś do jedzenia i przegryzało to w czasie rozmów z innymi uczestnikami oraz widzami. Ja się zaszyłam w szatni i  zaczęłam rysować coś, co sama nie potrafiłam zidentyfikować. Miejscami przypominało krajobraz, który może teraz panować na powierzchni, ale nie wiem jak on dokładnie wygląda, gdyż do tej pory widziałam jedynie zdjęcia z kamer, których istnienie szybko się kończy z inicjatywy przybłąkanych zwierząt i może nawet dzikich. Nawet jeśli, to wciąż pragnęłam zostać Zwiadowcą i zamierzałam uzyskać swój cel.
Gdy wyniki miały zostać ogłoszone, mój rysunek był praktycznie ukończony, więc schowałam swój rysownik i udałam się na arenę wraz z innymi zawodnikami, gdzie Wielki Wódz miał na w końcu powiedzieć kto jest naszym dopełnieniem, Partnerem. Arthur, bo tak miał na imię nasz przywódca, wpierw wyjawiał imię dziewczyny, a dopiero potem chłopaka, więc było dla dziewczyn czym się stresować, bo wszystkie błagały w duszy, aby ich Partnerem został albo Dexter, tak zwany Dex, albo jakiś jego przystojny, fajny i dobrze walczący przyjaciel. Dla mnie było trochę to obojętne, jednakże chwilami bałam się, że moim rycerzem zostanie jakiś dureń, który ma za grosz rozumu i umiejętności i nie będzie mógł mi pomóc w razie potrzeby. Obawiałam się, że gdy moje imię zostanie wyczytane, zawiodę się sobą, bo coś czułam ,że poza łukiem to nigdzie za dobrze mi nie poszło. Bałam się, że nie tylko mój Partner będzie niedojdą, ale że ja także się nią okaże i że sama nie będę potrafiła mu pomóc ani go uratować.
Ogłaszanie wyników ciągnęło się w nieskończoność i mogłabym zasnąć, gdybym wiedziała wcześniej, że to będzie tak długo trwało, bo osób było całkiem sporo, a ja byłam na samym końcu, więc moje imię z pewnością bym wyłapała nawet przez sen. Byłam naprawdę padnięta, chciało mi się spać, a poza tym umierałam z głodu, bo z rana nic nie udało mi sie przełknąć, więc teraz z wielką chęcią walnęłabym się na łózko, ale nawet i bez niego bym poszła spać.
Usłyszałam do tej pory wiele imion i nazwisk, ale żadne z nich nie należało do mnie. Dopiero po godzinie wyłapałam imię mojej rywalki, Arniki, co wskazywało n to, że wkrótce, czyli za chwilę, będzie moja kolej. I przyszła ona do mnie.
-  A teraz ostatnia zawodniczka, Aria Fullmoon. Twoim Partnerem zostaje... - Nie chciałam tego usłyszeć, a może chciałam. Sama nie wiem, ale nie mogłam uciec czy zagłuszyć dźwięku, który miał wskazać mi moją przyszłość. - ... Dexter Starlight. - Nie mogę w to uwierzyć.
On! On nie powinien być moim Partnerem. Przecież całkowicie sie różniliśmy i nie pasowaliśmy wcale do siebie, a poza tym wszystkie dziewczyny w strefach mnie znienawidzą. O matko! Ja umrę szybciej tutaj niż na powierzchni.
- Gratuluję wszystkim uczestnikom, byliście niesamowici, ale szkolcie się dalej, wspólnie, a będziecie jeszcze lepsi. Powodzenia moi drodzy i życzę wam wszystkiego najlepszego na dalszej drodze życia. - Powiedział prowadzący, czyli Wielki Wódz. Na tym skończyły się dzisiejsze igrzyska i każdy mógł udać się do swojego miejsca zamieszkania, ale następne dni stały dla mnie pod wielkim znakiem zapytania.
   

   

poniedziałek, 4 lipca 2016

Opis...

Sześćdziesiąt lat temu, nie wiadomo z jakich przyczyn, nasza planeta uległa katastrofie, która zmieniła życia wszystkich ludzi zamieszkujących Monliprose. Miasta runęły, a ludzie schowali się pod ziemią z obawą o własne życia i ich dzieci, bo na powierzchni zaczęły się pojawiać stworzenia, o  których istnieniu nawet im sie nie śniło. Są one na każdym kroku, krwiożercze i niebezpieczne bestie, które nie wiedzą co to współczucie czy litość. Pragną tylko zabijać i im to się udaje, tak samo jak garstce ludzi, którą teraz nazywamy Dzikimi, a Wielki Wódz stara się zapewnić nam bezpieczeństwo wraz z Wodzami pojedynczych stref, dlatego od dziecka trenujemy i doskonalimy nasze umiejętności.
Przynależność do danej strefy zależy od stopnia naszego wykształcenia, a nasz Partner zawsze posiada umiejętności, których sami nie posiadamy. Każdy jest dobry w czym innym i każde zdolności się do czegoś przydają oddzielnie, ale bardziej gdy są połączone. Tylko trzeba umieć je dopasować do siebie i właśnie w trakcie zawodów to się rozstrzyga.
Każdego dnia na powierzchnie wyruszają Zwiadowcy w poszukiwaniu jedzenia oraz Wszechmocnego Kryształu, który ma nieograniczoną moc, nawet moc stworzenia nowego świata na gruzach starego.
Aria od urodzenia szkoli się, aby zostać Zwiadowcą. To jej jedyne i największe marzenie odkąd pamięta, wyrwać się z podziemi, poznać świat i sprawić, że mieszkanie na powierzchni nie będzie groźne dla nikogo.
Dex ma dość wywieranej na niego presji przez ojca. Pragnie choć na jakiś czas  zapomnieć o swoim pochodzeniu i dziedzictwie, które decyduje za niego, jak ma żyć i kim ma być, a ma być przyszłym Wielkim Wodzem, bo właśnie po to sie szkolił. Żeby poprowadzić ludzi do walki o lepsze jutro i dać im nadzieję, że przywrócenie dawnego świata na powierzchni jest możliwe, że odzyskanie Monliprose ze szpon kreatur jest możliwe.