sobota, 23 lipca 2016

Rozdział 3

Dni mijały mi na wspólnych treningach z Dex'em, ale ćwiczyliśmy i doskonaliliśmy swoje umiejętności także osobno. Ja próbowałam zrealizować swe największe marzenie i dzięki praktykom powoli zbliżałam się do urzeczywistnienia go. Bez chwili wytchnienia starałam się jak mogłam, ale po kilku dniach bezustannego wysiłku opadałam z sił, mimo że dostarczałam organizmowi możliwie największe ilości energii. Wciąż chodziłam wyczerpana, ale mimo to próbowałam pokazać, że jestem dostatecznie silna żeby walczyć, ćwiczyć i nie tylko. Niestety nie udało mi się. Pewnego dnia zemdlałam i wystraszyłam na śmierć moich bliskich, w tym Dex'a. Wszyscy się  martwili o mnie, ale dopiero, gdy pozostawili mnie samą sobie, zaczęłam czuć się lepiej. Energia do mnie wracała, a z nią moja siła i chęć wali.
-Eeee, nie wstawaj. Musisz wrócić całkowicie do sił żeby pojawić się ponownie na treningach. - Odparł stanowczo mój Partner.
- Mam już dość leżenia i odpoczywania. Chcę zostać Zwiadowcą i ty mnie nie powstrzymasz przed staniem się nim. - Powiedziałam i zamierzałam mu udowodnić, że nic na wiecie nie może mnie powstrzymać.
- Oczywiście, że nie, ale na razie... - Pchnął mnie na moje łóżko z powrotem, gdy usiłowałam wstać.
- Wypuść mnie! - Jęczałam.
- Nie. Nawet Uzdrowiciel zabrania ci wstawać z łóżka, więc bądź choć przez chwilę posłuszna. - Poprosił, a w sumie rozkazał.
- Nie będziesz mi mówił co mam robić, nie jesteś moją matką!
- A mam ją zawołać? Proszę pa... - Zakryłam mu usta dłonią.
- Siedź cicho, bo obetnę ci to i owo. - Zagroziłam.
- Oj ty niegrzeczna. - Zaśmiał się, a następnie obdarzył mnie szerokim uśmiechem, z powodu którego zmiękłam i przystanęłam na propozycję chłopaka.
- Dobra, zostanę w łóżku, ale pod jednym warunkiem... - Hehe, ja taka sprytna...
- Jakim? - Od razu się zainteresował.
- Będziesz do mnie codziennie przychodził i spędzał ze mną czas. Może być?
- Jasne. - I uścisnęliśmy sobie dłonie w ramach zawarcia umowy.
Po tym jak doszło do udanej transakcji, leżałam z Dex'em na łóżku i gadałam z nim chyba do późnego wieczora, bo nie miałam zielonego pojęcia na temat jego wyjścia z mojego pokoju. Gdy zasypiałam wciąż czułam ciepło bijące od gorącego ciała chłopaka i jego równy oddech na czole, ale gdy się obudziłam, Dex'a nie było, a mi brakowało jego ciepła i jego samej obecności.
Gdy udało  mi się wygramolić z łóżka wpierw poszłam do łazienki żeby się odświeżyć, a potem do  kuchni, bo umierałam z głodu. Zjadłabym konia z kopytami.Nie żartuję. Ale mój głód nie jest zwykłym głodem, spowodowało go ulecznie, którego dokonał Uzdrowiciel, a raczej Uzdrowicielka czyli moja siostra Alice. Niestety leczenie wyczerpuje tak samo i Uzdrowiciela i osobę leczoną, ale leczenie osoby po lekkim urazie głowy bardziej daje w kość pacjentowi, bo to jego głowa zostaje naprawiona.
W jadalni w lecznicy było niewiele osób, a stoły były zapełnione jedzeniem. Nie mogłam uwierzyć w to, jakie mam szczęście, bo praktycznie nikt nie ruszał tego przepysznego jedzonka, więc ja mogłam zaopiekować się tymi wszystkimi pysznościami.
Usiadłam do stołu, przy którym nikt nie siedział i wzięłam się za pałaszowanie tego, co znajdowało się na blacie. W pewnym momencie, gdy już pochłonęłam sporą ilość pokarmu, usłyszałam za sobą bardzo dobrze przeze mnie znany głos.
- Hej,  siostrzyczko, widzę, że już dopadłaś Lecznicowe żarcie.
- Hej, Alice. Gdyby tobie leczyli głowę to też byś była głodna jak wilk. - Stwierdziłam.
- Pewnie tak, ale nie leczyli mojej drogiej głowy, więc nie jestem aż tak głodna jak ty. - Zajęła miejsce obok mnie i nałożyła sobie na talerz kilka naleśników, a następnie polała je bitą śmietaną oraz sosem czekoladowym.
- Acha. A co cię tu naprawdę sprowadza?
- Ploteczki jak zawsze.
- Nie kłam, dobrze wiesz, że tego nie cierpię.
- Oj tam, oj tam. To stwierdzenie ledwo mija się  z prawdą.
- Aliiiceee... - Spojrzałam na nią gniewnym wzrokiem.
- No dobra. Słyszałaś o ataku?
- Jakim?
- Wczoraj harstka Dzikich i Stworów zaatakowała strefę 15. Większość została zabita, ale kilkoru udało się uciec.
- A co z naszymi?
- Jest kilku rannych, trzech zabitych, a reszta cała. - Odpowiedziała z lekkim smutkiem. Założę się, że umierała ze strachu o Jamie'go.
- Dex... - Zmartwiłam się okropnie, bałam się strasznie o niego i zaczęłam błagać bogów, żeby okazało się, że jest cały i zdrowy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz