niedziela, 14 sierpnia 2016

Rozdział 4

Przez całe popołudnie chodziłam jak na szpilkach i zamartwiałam się na śmierć o swojego Partnera, mimo że jest jednym z najlepszych wojowników i naprawdę trudno go skrzywdzić to moje serce nie mogło przestać ciężko łomotać z przerażenia.
Siedziałam w jadalni i rysując próbowałam oderwać się od negatywnych przeczuć i myśli związanych z dzisiejszym atakiem, ale coś przerwało moje rozmyślenia. Jakiś dźwięk, a potem głosy. 
- Synu, jestem już stary i słaby. Niedługo obejmiesz władzę i przy twoim boku stanie twoja Wybranka, która pomoże ci, stanie się twoją oazą spokoju jak i ostoją.
- Ale ojcze, ja dopiero zyskałem Partnerkę, za wcześnie by mówić o małżeństwie z kimkolwiek. 
- Nie chcę cię pośpieszać, jednak czasu zostało nam niewiele, a wiesz, że Wódz nie może zająć należnego mu miejsca bez Wybranki i bez istniejącej Strefy, a my wkrótce przestaniemy istnieć jeśli się czegoś nie zrobi. Jeżeli nie znajdziemy sposobu na ocalenie to wszyscy będziemy zgubieni.
- A co z Kryształem?
- Kryształ to.legenda. Nie możemy polegać na legendzie, mamy za mało czasu.
- Nie możemy wykluczać żadnego rozwiązania w naszej obecnej sytuacji. Trzeba brać pod uwagę wszelkie możliwości. 
- Ale nie absurdalne. Kryształ nie istnieje, a jeśli by istniał to nie ma możliwości na zdobycie go. Oddalanie się od xnanych nam terenów to pewna śmierć.
- Albo ratunek.
- Nie myśl, że wyruszysz na tę misję.
- Ojcze, jestem najlepszym wojownikiem, a także twoim następcą i zamierzam walczyć o lepszy świat dla mieszkańców Stref. 
- Właśnie! Jesteś moim następcą i nie możesz zginąć!
- Nie zamierzam umierać w najbliższym czasie, ale musimy uratować nasz podziemny świat, a jsk na razie jedyną opcją jest powrót na powierzchnię czyli odnalezienie Wszechmocnego Kryształu.
- Nie wybiję ci tego z głowy, co?
- Nie, chyba że znajdziesz lepsze rozwiązanie.
- Jeśli zamierzasz wyruszyć na tę niebezpieczną misję, to weź ze sobą najlepszych Zwiadowców. Oni znają się na szukaniu. I uważaj na siebie.
- Przecież jeszcze nigdzie nie ide.
- Nawet jeśli to wciąż masz na siebie uważać. Jesteś moim jedynym dzieckiem i kocham cię najbardziej na świecie, oddałbym za ciebie życie.
- Mam nadzieję, że nie zajdzie taka potrzeba.
- Ja także, ale jeśli zajdzie, to ochronię cię własną piersią. Nasz lud potrzebuje Wodza, synu.
- Rozumiem.
- To dobrze, to dobrze. - Westchną z ulgą. - A jak się ma twoja Partnerka? - Zdzieiłam się tym pytaniem Wielkiego Wodza.
- Coraz lepiej. możliwe, że już dzisiaj wyjdzie z Lecznicy. - Odparł zadowolony.
- Masz zamiar ją ze sobą zabrać?
- Jeśli to możliwe to postaram się tego uniknąć, ale jest uparta, więc postawi na swoje. 
- Widzę.
Głosy ucichły, a ja siedziałam na krześle niczym słup soli, zupełnie zazkoczona i zdziwiona. Dexma się ożenić?! Ale z kim i co będzie ze mną, przecież jestem jego Partnerką?! Czemu Wielki Wódz uważa, że to koniec? No dobrze, może i mieszkańcy podziemi mają dość i tęsknią za Słońcem, ale co ma lidzkie niezadowolenie do końca świata? No chyba, że jest coś jeszcze... Na pewno jest, bo gdyby nie to "coś" Wielki Wódz nie wyraziłby Dex'owi zgody na wyruszenie na tak niebezpieczną misję, jak odnalezienie i sprowadzenie, a raczej uaktywnienie, Wszechmocnego Kryształu, który znajduje się w zamku królewskim, czyli w dawnej siedzibie Wielkich Wodzów i ich najbliższych.
Po chwili usłyszałam dźwięk kroków, który coraz to był głośniejszy, więc powróciłam do rysowania mego dzieła, którego postać wciąż była mi nieznana, gdyż wena za bardzo mi nie dopisywała.
- Co tam rysujesz? - Dobiegł za mną głos Dex'a.
- O matko!  Nie strasz mnie tak. - Poprosiłam
- Gdybym tego nie robił, nie byłoby zabawnie, a ty byłabyś bardziej sztywna ode mnie.
- Nie prawda! Jestem bardzo energiczna i ruchliwa,  i radosna, i...
-  Echem. Tak to sobie wmawiaj. - Wziął jabłko z koszyka i się w nie wgryzł. - Zanim mnie poznałaś pewnie tyłkek ledwo ruszałaś i się nie śmiałaś. Mam rację?
- Dobra, z tym śniechem to tak, a z tym "tyłek ledwo ruszałaś" to nie. Musiałam przecież wypracować swoje umiejętności.
- Oke, niech ci będzie. - Zaśmiałam się lekko.
- I widzisz, rozśmieszam cię.
- Raczej to co mówisz i to co robisz, ale miło wiedzieć, że uważasz mnie za upartą.
- Słyszałaś wszystko?
- Yhym.
- Czyli wiesz, że wkrótce wybieram się po Wszechmocny Kryształ?
- Tak, a ty dobrze wiesz, że wybieram się tam z tobą.
- Chociaż wolałbym żebyś nie narażała się na takie niebezpieczeństeo.
- Mogłabym to samo powiedzieć o tobie. To kiedy wyruszamy?
- Jutro z samego rana, jeśli to możliwe. Nie ma czasu do stracenia.
- No to do jutra, Wodzu.
- Nie przeginaj. - Upomniał mnie i udał się do części, w której byli Uzdrowiciele. Tylko po co?...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz