W dzień po igrzyskach wszyscy zawodnicy powtórnie mieli się spotkać na arenie, ale teraz w innym celu. Tym razem mieliśmy się spotkać wraz ze swoimi Partnerami, aby ich lepiej poznać, dowiedzieć się czegoś więcej o swoich umiejętnościach, a ostatecznie doskonalić je i trenować inne ze swoim Partnerem, który może wskazać twoje niedoskonałości i problemy, a później pomóc je rozwiązać lub też sprawić, że już nie będą niedoskonałościami.
Zbiórka była o godzinie dziewiątej, więc zdążyłam się wyspać i zjeść porządne śniadanie oraz ogarnąć mniej więcej swój wygląd, który, gdy wstałam, był w opłakanym stanie. Włosy rozczochrane, pełno kołtunów, wory pod oczami i można by wymieniać tak dalej, ale szkoda na to czasu, ważniejsze jest to, czego mogę za chwilę doświadczyć. Zawału! Dex przyszedł ostatni na arenę ubrany jak zawsze, na czarno, a jego twarz zdobiły kolczyki w dolnej wardze, lewym uchu i prawej części nosa. Wyglądając tak, chociaż nawet bez kolczyków, mógł mieć tabuny dziewczyn, ale nie miał żadnej, każdy to wiedział, nawet ja. Nie wiem wciąż jakim cudem ten cholernie przystojny chłopak, choć nie był w moim typie to i tak nigdy nie potrafiłabym temu zaprzeczyć, stał się moim Partnerem i miał nim pozostać do końca życia. Wciąż sądziłam, że zaszła jakaś pomyłka lub błąd w systemie, bo ja nigdy w życiu nie potrafiłabym dorównać temu człowiekowi a pokonanie go jest absolutnie niemożliwe jak na moje predyspozycje, nawet jeśli chcę zostać Zwiadowcą.
trenerka, czyli moja mama, ustawiła nas w dwóch rzędach, w jednym były dziewczyny a w jednym byli chłopacy. Każda para na przeciw siebie, patrzyła sobie w oczy, czasem się śmiała, bo ktoś powiedział coś śmiesznego, albo tez zrobił. Mieliśmy się następnie rozproszyć, wszyscy ze swoimi Partnerami, a zadaniem było bliższe poznanie drugiej osoby. Ja i Dex poszyliśmy wysoko na trybuny, on się rozsiadł, jak to facet, a potem się oparł o murek i patrzył w sufit. Dołączyłam do niego i sama gapiłam się w sufit, choć sama nie wiem po co. W ogóle nie wiedziałam jak zacząć z nim rozmawiać, nigdy nie spotkałam kogoś takiego jak on.
Spojrzałam na chwilę w stronę Dex;a, ale on to wyczuł i się w końcu odezwał, chociaż nie tak jak przewidywałam.
- Zamierzasz się na mnie patrzyć, czy może w końcu coś z siebie wykrztusisz? - Zapytał z obojętnością w głosie. Z resztą nie tylko głos mówił, że jest mu wszystko obojętne, nawet samo usposobienie to przekazywało.
- A co mam ci powiedzieć? - Odpowiedziałam pytaniem na pytanie, które było deczko irytujące.
- Wszechwiedzący to nie jestem, więc może jakoś spożytkujemy ten czas zamiast głowić się co sie tutaj dzieje. - Zaproponował.
- Dobry pomysł. Może ty zaczniesz jak już jesteś tak skory do rozmów?
- Jeśli tego sobie życzysz, to czemu nie. - Zaśmiał się prawie bezgłośnie.
- Hm. - Uśmiechnęłam sie lekko dumna z siebie.
- To co chciałabyś o mnie wiedzieć? - Zapytał a ja nie wiedziałam zbytnio co mu odpowiedzieć.
- No nie wiem, zaskocz mnie. - Odparłam ostatecznie.
- No dobra, jeśli tak bardzo pragniesz niespodzianki to lepiej żebym zaczął od początku.
I zaczął mi opowiadać o sobie, swojej rodzinie i nie tylko. Dowiedziałam się, że nigdy nie poznał własnej mamy, bo zmarła przy porodzie, dlatego też nie ma rodzeństwa, i że jego ojciec, zanim został Wielkim Wodzem, był Wodzem strefy 15, a jeszcze wcześniej Zwiadowcą. Na podstawie tego mogłam powiedzieć "Jaki ojciec, taki syn", ponieważ Dex teraz też jest zwiadowcą i znając życie, niebawem sam stanie się Wodzem, a w przyszłości, któż to wie, może Wielkim Wodzem, który poprowadzi nas ku lepszemu światu.
- Teraz ty opowiedz mi coś o sobie, Ario. - Poprosił z oczami niemal szczeniaczka.
- Okej, ale boję się, że zanudzę cię na śmierć. - Uprzedziłam, bo wymiękłam pod jego spojrzeniem.
- Przekonamy się. - Odrzekł i zaczął się na mnie patrzeć tymi niebieskimi jak krystaliczna woda oczami.
- Sam tego chciałeś. - Zaczęłam nawijać mu o moim rodzeństwie, które poza tematem, często mnie wkurza, o mami, która obecnie nas trenuje i o ojcu, który zginął zanim się urodziłam. opowiedziałam mu o tym co kocham najbardziej, czyli rysowaniu i o marzeniu o byciu Zwiadowcą. Bardzo zdziwiła go informacja, że ktoś taki jak ja mógłby chcieć zostać Zwiadowcą, gdyż wyglądam na delikatną i kruchą, a wcale taką nie jestem. Mama często mówiła, że jestem twarda jak skała, emocjonalnie oczywiście, i mam siły za dwóch. Oczywiście wierzyłam jej i dzięki niej jestem tutaj, z nim, i walczę o spełnienie swego marzenia.
- No no no, udało ci się nie uśpić mnie, więc jesteś dość ciekawą osobą. - Podsumował.
- Tylko mi tu nie kłam, bo Partnerzy nie powinni tego robić. - Szturchnęłam go w ramię i lekko się uśmiechnęłam.
- Zawsze można zmienić kilka zasad. - Oddał.
- Tak, tylko że w miarę rozsądku, a kłamanie jeszcze do niczego dobrego nie doprowadziło. - Zrobiłam mu malutki wykład.
- Tylko ty tak sądzisz. - Odparł pewnie.
- Nie prawda! - Wzburzyłam się odrobinę.
- Prawda. Wierz mi. - Posłał ciepły uśmiech, który naprawdę wzbudzał moje zaufanie.
- Czemu miałabym ci wierzyć? Może znów mnie okłamujesz. - Stwierdziłam.
- Skąd ta pewność, że wcześniej nie mówiłem prawdy? - Dopytywał.
- Mam przeczucie. - Odpowiedziałam Dex'owi.
- Te twoje przeczucie na razie cie zawiodło, bo jeszcze ani razu cie nie okłamałem w ciągu naszej znajomości. - Powiedział prawdę.
- Jeszcze...
- Jeszcze.. To dobre słowo, prawidłowo użyte w tym przypadku.
- Wiem, aż taka głupia nie jestem, za jaką mnie brałeś? - Odrzekłam lekko wkurzona.
- Nigdy nie brałem cię za głupią. - odpowiedział ze stuprocentową pewnością w głosie.
- Jasne, a ja mam kocie uszy i ogon. - Powiedziałam z naburmuszoną miną.
- Gdzie? Pokaż, chcę zobaczyć. - Spojrzał wpierw nad moją głowę, a potem za plecy, ale zanim to zrobił, złapał mnie w pasie.
- Dobra, starczy tych wygłupów na dziś. - Powiedział z trudem, bo się śmiałam.
- Może masz rację. - Potwierdził i pomógł mi następnie wstać.
- Mam rację, uwierz mi. - Uśmiechnęłam się.
- A skąd mam wiedzieć, że nie kłamiesz. - Odgryzł się za wcześniej.
- Stąd, że ja nie umiem kłamać. - Powiedziałam mu w sekrecie.
- Jak to? - Zdziwił się.
- Normalnie. Nigdy nie miałam potrzeby kłamać. Ufam wszystkim, a oni ufają mnie, po co mam ich okłamywać? - Zapytałam, bo na prawdę nie znałam powodu, aby nie mówić prawdy ludziom. Przecież każdy na nią zasługuje, jaka by nie była.
- Na przykład po to żeby nie ranić ludzi.
- Wiesz, czasem nawet najgorsza prawda jest lepsza od najpiękniejszego kłamstwa. - Powiedziałam z przekonaniem, bo wiedziałam że ta regułka się sprawdza.
- Mądre słowa. - Przyznał.
- Wiem, bo moje. - Zaśmiałam się, a on dołączył do mnie i teraz razem się śmialiśmy.
Gdy przestaliśmy się śmiać, postanowiliśmy wrócić do grupy, bo przyszedł czas na to, żeby coś zjeść i nie tylko.
- Na dzisiaj to koniec wspólnych zajęć, możecie się rozejść. - Oznajmiła moja mama, a wtedy wszyscy zaczęli rozchodzić się do swoich stref. Wszyscy poza mną i Dexem.
- No to do następnego razu. - W ten czas ruszył do wyjścia, a ja gapiłam się na jego sylwetkę, gdy odchodził.
- I jak było skarbie? - Zapytała mam w drodze do naszego tymczasowego domu.
- Nawet nieźle. Dowiedziałam się o nim kilka rzeczy, a on o mnie i tyle.
- To wszystko, co masz mi do powiedzenia.
- Tak, myślę że tak... - Powiedziałam z udana zamyślona miną,a potem przytuliłam się do swojej rodzicielki i dziękowałam bogom, że ją mam.
- Chodźmy do domu. Może zrobimy coś dobrego do jedzenia. - Zaproponowała.
- Ja bardzo chętnie, umieram z głodu.
- ja też, więc może się troszke pośpieszymy, bo im szybciej wrócimy, tym szybciej zjemy.
- Dobra. - I tak powróciłyśmy do domu, gdzie czekała na nas miła niespodzianka...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz