Od rana we wszystkich strefach panowało napięcie i podekscytowanie dniem doboru Par. Także w moim. Byłam wystraszona, bo nie wiedziałam z kim w parze przyjdzie mi się walczyć w trakcie zawodów, przez niektórych nazywanych igrzyskami. Nieważne w której byłeś strefie, i tak musiałeś przez to przejść, bo Partnera musi mieć każdy. Taką druga połówkę siebie, która cie dopełnia, tylko że w trakcie walki, chociaż często się zdarzało, że Partnerzy byli ze sobą w związkach. Przynajmniej tak słyszałam od mamy, która była Partnerką taty, który umarł tuż po moich narodzinach, gdy był na misji jako Zwiadowca.
Szybko ubrałam się w strój odpowiedni do walki i pognałam ze swojej strefy w stronę areny, gdzie miałam czekać aż Wielki Wódz ogłosi początek igrzysk i ktoś kto wybiera przeciwników wybierze mojego.
Wszyscy zawodnicy byli podzieleni na dwie grupy, chłopaków i dziewczyny. Wszyscy walczyli oddzielnie, dziewczyna z dziewczyną a chłopak z chłopakiem. Przeciwnicy nie musieli pochodzić z tej samej strefy a dobór był losowy tak samo jak kolejność, więc myśl że będę walczyć z kimś znanym poszła w unicestwienie i dziękowałam za to bogom, bo nie chciałam skrzywdzić kogoś, kogo znałam, a na arenie wszystko się może zdarzyć.
Moją przeciwniczką była dziewczyna z 15 strefy z długimi blond włosami i fiołkowymi oczami. Była piękna, ale i groźna, bo jak mogłaby nie być, skoro była w piętnastce, a tam byli najlepsi młodzi wojownicy. Dziewczyna była wyższa ode mnie i posługiwała się najczęściej nożami i pistoletami. Na igrzyskach nie wolno było korzystać z broni palnej, więc zostały jej noże. Ja natomiast w takiej walce wolałam posługiwać sie mieczami a ostatecznie wykorzystywałam walkę wręcz do pokonania przeciwnika, ale prawdę mówiąc to sama wolałam broń palną. Na szczęście umiałam posługiwać sie różnego rodzaju bronią, z resztą jak każdy Zwiadowca, a nim właśnie chciałam zostać, z reszta tak samo jak ta dziewczyna nosząca imię Arnika. Im jesteś lepszy tym masz większe szanse zostania Zwiadowcą.
Kiedy przyszła kolej na nas, czyli na samym końcu, weszłyśmy na arenę i stanęłyśmy na przeciw siebie. Każda z nas chwyciła broń w ręce czyli Arnika noże do rzucania, a ja łuk wraz ze strzałami, gdyż pierwszą konkurencją była celność. Dziewczyna trafiała za każdym razem w serce manekina, ale cóż mogę powiedzieć, moje strzały były lepsze od jej noży, gdyż jedna strzała przecinała drugą na pół w samym środku tarczy. Następnie przyszła kolej na walkę na miecze. Bardzo lubiłam tę dyscyplinę, chociaż dopiero zaczęłam się w niej szkolić, ale to nic. Miałam swój instynkt wojownika i na nim powinnam teraz polegać, a nie na tym co mogło nie przynieść pożądanych efektów.
Pierwsza zaatakowała Arnika, ale uniknęłam jej ciosu i sama przystąpiłam do walki. Wtedy naprawdę zaczęła się między nami bitwa. Mieszanka ciosów jak i upadków posypała się, ale żadna z nas nie zamierzała się poddać, walczyłyśmy do końca.
Miałyśmy chwilę odpoczynku, aby zebrać resztki sił i się przebrać w wygodniejsze ciuchy. Ja założyłam na siebie czarny zestaw, w którym znalazł się top, leginsy z trzy czwarte nogawkami i wygodne buty, natomiast moja przeciwniczka ubrała się w strój moro składający sie z bejsbolówki i również legginsów. Nasze włosy były spięte, moje w warkocz, a jej w kucyk, aby nam nie przeszkadzały w trakcie igrzysk. I dobrze. Włosy były jedną z przeszkód, które było trzeba pokonać, czyli zmarnować energię na coś co można by od razu załatwić przed starciem.
Walka wręcz była jedną z trzech i w dodatku ostatnia dyscypliną, którą się zajmowaliśmy w trakcie igrzysk. Wszyscy dawali wtedy z siebie wszystko, bo była najważniejsza, gdyż mogła ocalić życie, gdy nie posiadało sie broni a ni niczego co by ja przypominało w pobliżu. Ćwiczyliśmy ją od samego początku treningu i było to jasne, że trzeba ją jak najlepiej opanować. Z resztą, nawet nie mieliśmy wyboru, bo każda strefa zależy od czegoś, czy to kierunku na przyszłość czy dyscypliny, ale zawsze był jeden haczyk, nie można przeskakiwać tak sobie z jednej strefy do drugiej, trzeba było robić wszystko po kolei, no chyba że posiadało się pozwolenie albo Wodza albo Wielkiego Wodza, który nam przewodził. Nawet jego syn nie miał takiej mocy, ale swoją drogą to ciekawe jak on wygląda. Podobno jest jednym z najlepszych i najprzystojniejszych, ale nie było mi dane się o tym, przekonać. Aż do tej pory, gdy przez przypadek ujrzałam jego twarz na gigantycznym ekranie, na którym byli przedstawieni męscy konkurenci. On był jednym z nich, on brał udział w igrzyskach. Niesamowite. Jednakże bardziej niesamowite od samego faktu, że uczestniczył w tych zawodach, był jego iście mroczny a zarazem cudowny wygląd i jego zdolności, które znajdywały się na strasznie wysokim poziomie, i którym nigdy nie mogłabym dorównać.
Po krótkiej przerwie, w czasie której zawodnicy się przygotowywali, Wielki Wódz wraz z Wodzami ustalił kolejność i rywali. Chłopacy dostawali przeciwników mniej więcej z tych samych stref, więc było im trochę trudniej niż dziewczynom z wyższych stref, gdyż te dostawały zazwyczaj z niższych. Jednym słowem, dziewczyny będące w najwyższych strefach miały normalnie bułkę z masłem, bo zbytnio się nie wysilały po to, aby pokazać, że są lepsze.
Część zawodów, w których brała udział płeć męska, była ciekawa i imponując. Każdy z nich pokazywał to, na co go stać i można było wyczytać z ich twarzy, że im naprawdę zależy. Walki były naprawdę zacięte, a gdy się wydawało, że wynik jest oczywisty, sprawy przybierały zupełnie inny obrót. Nie raz wydawało się, że oni na serio chcą się pozabijać, ale zawsze udawało się jakoś wybrnąć i uciec od śmierci na arenie. Wiele walk można by było jeszcze oglądać po kilka razy, ale nie mogło to być możliwe. Żadna ich bójka nie mogła zostać powtórnie odtworzona, a szkoda, bo było naprawdę na co popatrzeć. Gdy rywalizacje było ostatecznie zakończone, Wodzowie udali się na małą naradę, która trwała kilka godzin, aby ustalić wyniki i dobór Par, bo właśnie po to zostały zorganizowane te igrzyska.
Wiele ludzi na czas oczekiwania kupiło sobie, a jak nie kupiło to wzięło ze swoich zapasów, coś do jedzenia i przegryzało to w czasie rozmów z innymi uczestnikami oraz widzami. Ja się zaszyłam w szatni i zaczęłam rysować coś, co sama nie potrafiłam zidentyfikować. Miejscami przypominało krajobraz, który może teraz panować na powierzchni, ale nie wiem jak on dokładnie wygląda, gdyż do tej pory widziałam jedynie zdjęcia z kamer, których istnienie szybko się kończy z inicjatywy przybłąkanych zwierząt i może nawet dzikich. Nawet jeśli, to wciąż pragnęłam zostać Zwiadowcą i zamierzałam uzyskać swój cel.
Gdy wyniki miały zostać ogłoszone, mój rysunek był praktycznie ukończony, więc schowałam swój rysownik i udałam się na arenę wraz z innymi zawodnikami, gdzie Wielki Wódz miał na w końcu powiedzieć kto jest naszym dopełnieniem, Partnerem. Arthur, bo tak miał na imię nasz przywódca, wpierw wyjawiał imię dziewczyny, a dopiero potem chłopaka, więc było dla dziewczyn czym się stresować, bo wszystkie błagały w duszy, aby ich Partnerem został albo Dexter, tak zwany Dex, albo jakiś jego przystojny, fajny i dobrze walczący przyjaciel. Dla mnie było trochę to obojętne, jednakże chwilami bałam się, że moim rycerzem zostanie jakiś dureń, który ma za grosz rozumu i umiejętności i nie będzie mógł mi pomóc w razie potrzeby. Obawiałam się, że gdy moje imię zostanie wyczytane, zawiodę się sobą, bo coś czułam ,że poza łukiem to nigdzie za dobrze mi nie poszło. Bałam się, że nie tylko mój Partner będzie niedojdą, ale że ja także się nią okaże i że sama nie będę potrafiła mu pomóc ani go uratować.
Ogłaszanie wyników ciągnęło się w nieskończoność i mogłabym zasnąć, gdybym wiedziała wcześniej, że to będzie tak długo trwało, bo osób było całkiem sporo, a ja byłam na samym końcu, więc moje imię z pewnością bym wyłapała nawet przez sen. Byłam naprawdę padnięta, chciało mi się spać, a poza tym umierałam z głodu, bo z rana nic nie udało mi sie przełknąć, więc teraz z wielką chęcią walnęłabym się na łózko, ale nawet i bez niego bym poszła spać.
Usłyszałam do tej pory wiele imion i nazwisk, ale żadne z nich nie należało do mnie. Dopiero po godzinie wyłapałam imię mojej rywalki, Arniki, co wskazywało n to, że wkrótce, czyli za chwilę, będzie moja kolej. I przyszła ona do mnie.
- A teraz ostatnia zawodniczka, Aria Fullmoon. Twoim Partnerem zostaje... - Nie chciałam tego usłyszeć, a może chciałam. Sama nie wiem, ale nie mogłam uciec czy zagłuszyć dźwięku, który miał wskazać mi moją przyszłość. - ... Dexter Starlight. - Nie mogę w to uwierzyć.
On! On nie powinien być moim Partnerem. Przecież całkowicie sie różniliśmy i nie pasowaliśmy wcale do siebie, a poza tym wszystkie dziewczyny w strefach mnie znienawidzą. O matko! Ja umrę szybciej tutaj niż na powierzchni.
- Gratuluję wszystkim uczestnikom, byliście niesamowici, ale szkolcie się dalej, wspólnie, a będziecie jeszcze lepsi. Powodzenia moi drodzy i życzę wam wszystkiego najlepszego na dalszej drodze życia. - Powiedział prowadzący, czyli Wielki Wódz. Na tym skończyły się dzisiejsze igrzyska i każdy mógł udać się do swojego miejsca zamieszkania, ale następne dni stały dla mnie pod wielkim znakiem zapytania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz