Kiedy usta chłopaka dotykały niebiańsko moich warg, czułam się wniebowzięta. Tak jakbym była poza atmosferą i poza czasem. Wszystko było niczym kosmos, wspaniałe, niespotykane i pełne wrażeń.
Wiedziałam, że nie powinnam się z nim całować, skoro był zaręczony, ale nie potrafiłam się od niego odsunąć, był zbyt uzależniający.
-Ykghym. - Spróbował zwrócić na siebie uwagę Jamie. - Przeszkadzam wam w czymś? - Zapytał się z figlarnym uśmiechem Partner mojej siostry.
Oderwaliśmy się od siebie jak poparzeni, co poskutkowało tym, że miałam lekko przygryzioną wargę. Była to dosyć niezręczna sytuacja, bo mój pierwszy pocałunek był pod nadzorem łaskawego James'a , który przyglądał się najprawdopodobniej całej tej sytuacji.
- Eee... - Właśnie w ten sposób zaczęła się nasza interesująca konwersacja. - My tylko przygotowywaliśmy miejsce na nocleg. - W prawdzie tak było, jednakże nie do końca.
- Właśnie widzę. - Odparł po czy położył drewno nieopodal ogniska. - Nie chcę was martwić, ale czas już spać, dzieci, bo trzeba rano wstać. A poza tym, znalazłem coś.
- Co?! - Dopytywałam się.
- Szczątki miasta. Jesteśmy blisko. - Powiedział bez okazania jakiegoś większego entuzjazmu.
- Brawo, brachu. - Pogratulował Dex Jamie'emu. - O świcie ruszamy.
- Tak jest, kapitanie. - Odparłam.
- To kto bierze pierwszą wartę... - Zastanawiał się na głos blond chłopak, a ja poczułam pewną odpowiedzialność i zgłosiłam się na ochotnika.
- Ja wezmę. - Zaoferowałam się.
- Nie, ty idziesz spać. - Spierał się ze mną mój Partner.
- Nie kłóć się ze mną. Wy byliście przetrzymywani w gorszych warunkach niż ja, musicie odpocząć.
- To samo tyczy się ciebie, moja panno.
- Ale ze mną jest lepiej niż z wami.
- To może razem nie śpijcie, albo śpijcie razem a ja wezmę wartę i będzie po problemie. - Zaproponował Jamie.
- Nie. - Oboje się nie zgodziliśmy.
- Nie znasz zasady "kobietom pierwszeństwo" ? - Próbowałam postawić na swoim, ale chyba coś mi nie wyszło...
- Nie wyznaję jej w takich przypadkach. Połóż się, a ja się wszystkim zajmę. - Poprosił Dexter, a raczej nalegał upierdliwie.
- Ech... Niech ci będzie. - Odpuściłam. - No to dobranoc. - Odrzekłam i położyłam się na wcześniej przygotowanym miejscu.
Leżałam i leżałam pół nocy, ale i tak nie dałam rady zasnąć. Zbyt wiele myśli kłębiło się w mojej głowie i sam fakt, że jesteśmy tak blisko upragnionego celu uniemożliwiał mi spanie. Było tak wiele przed nami, a ja musiałam spać. Nie pragnęłam niczego więcej, niżeli ruszenia w dalszą podróż do pałacu i po Wszechmocny Kryształ, który mógł definitywnie zmienić moje życie. Chciałam, by wszystko było lepsze, by moja mama nie musiała tak ciężko harować, bym mogła mieć szanse na rozeznanie się we własnych uczuciach...
Nim udało mi się zasnąć, musiałam się przewrócić ze sto razy, aby uzyskać idealne ułożenie. Gdy się obudziłam, świtało a chłopacy sobie smacznie kimali, żyjąc w nieświadomości, że lada chwila mogą nas zaatakować. Postanowiłam, że wybudzę ich z tych pięknych mrzonek, dbając przy tym o bezpieczeństwo całej grupy wynoszącej trzy osoby włącznie ze mną.
- Dex...- szturchnęłam chłopaka w ramię, ale ten jeszcze się nie wybudził - ...wstawaj, śpiochu, szkoda dnia. - Kontynuowałam przy czym dotknęłam jego policzka na co zareagował natychmiastowo i otworzył swe piękne oczęta.
- Już jest raanooo? - Rzekł zaspanym głosem.
- Rano, rano. Musimy wkrótce ruszać dalej, bo robi się jasno. - Odpowiedziałam zbierając swoje rzeczy do plecaka. Dex także powoli zaczął się ogarniać i w trakcie sprzątania rzucił czymś w swego przyjaciela na znak pobudki.
Wiedziałam, że nie powinnam się z nim całować, skoro był zaręczony, ale nie potrafiłam się od niego odsunąć, był zbyt uzależniający.
-Ykghym. - Spróbował zwrócić na siebie uwagę Jamie. - Przeszkadzam wam w czymś? - Zapytał się z figlarnym uśmiechem Partner mojej siostry.
Oderwaliśmy się od siebie jak poparzeni, co poskutkowało tym, że miałam lekko przygryzioną wargę. Była to dosyć niezręczna sytuacja, bo mój pierwszy pocałunek był pod nadzorem łaskawego James'a , który przyglądał się najprawdopodobniej całej tej sytuacji.
- Eee... - Właśnie w ten sposób zaczęła się nasza interesująca konwersacja. - My tylko przygotowywaliśmy miejsce na nocleg. - W prawdzie tak było, jednakże nie do końca.
- Właśnie widzę. - Odparł po czy położył drewno nieopodal ogniska. - Nie chcę was martwić, ale czas już spać, dzieci, bo trzeba rano wstać. A poza tym, znalazłem coś.
- Co?! - Dopytywałam się.
- Szczątki miasta. Jesteśmy blisko. - Powiedział bez okazania jakiegoś większego entuzjazmu.
- Brawo, brachu. - Pogratulował Dex Jamie'emu. - O świcie ruszamy.
- Tak jest, kapitanie. - Odparłam.
- To kto bierze pierwszą wartę... - Zastanawiał się na głos blond chłopak, a ja poczułam pewną odpowiedzialność i zgłosiłam się na ochotnika.
- Ja wezmę. - Zaoferowałam się.
- Nie, ty idziesz spać. - Spierał się ze mną mój Partner.
- Nie kłóć się ze mną. Wy byliście przetrzymywani w gorszych warunkach niż ja, musicie odpocząć.
- To samo tyczy się ciebie, moja panno.
- Ale ze mną jest lepiej niż z wami.
- To może razem nie śpijcie, albo śpijcie razem a ja wezmę wartę i będzie po problemie. - Zaproponował Jamie.
- Nie. - Oboje się nie zgodziliśmy.
- Nie znasz zasady "kobietom pierwszeństwo" ? - Próbowałam postawić na swoim, ale chyba coś mi nie wyszło...
- Nie wyznaję jej w takich przypadkach. Połóż się, a ja się wszystkim zajmę. - Poprosił Dexter, a raczej nalegał upierdliwie.
- Ech... Niech ci będzie. - Odpuściłam. - No to dobranoc. - Odrzekłam i położyłam się na wcześniej przygotowanym miejscu.
Leżałam i leżałam pół nocy, ale i tak nie dałam rady zasnąć. Zbyt wiele myśli kłębiło się w mojej głowie i sam fakt, że jesteśmy tak blisko upragnionego celu uniemożliwiał mi spanie. Było tak wiele przed nami, a ja musiałam spać. Nie pragnęłam niczego więcej, niżeli ruszenia w dalszą podróż do pałacu i po Wszechmocny Kryształ, który mógł definitywnie zmienić moje życie. Chciałam, by wszystko było lepsze, by moja mama nie musiała tak ciężko harować, bym mogła mieć szanse na rozeznanie się we własnych uczuciach...
Nim udało mi się zasnąć, musiałam się przewrócić ze sto razy, aby uzyskać idealne ułożenie. Gdy się obudziłam, świtało a chłopacy sobie smacznie kimali, żyjąc w nieświadomości, że lada chwila mogą nas zaatakować. Postanowiłam, że wybudzę ich z tych pięknych mrzonek, dbając przy tym o bezpieczeństwo całej grupy wynoszącej trzy osoby włącznie ze mną.
- Dex...- szturchnęłam chłopaka w ramię, ale ten jeszcze się nie wybudził - ...wstawaj, śpiochu, szkoda dnia. - Kontynuowałam przy czym dotknęłam jego policzka na co zareagował natychmiastowo i otworzył swe piękne oczęta.
- Już jest raanooo? - Rzekł zaspanym głosem.
- Rano, rano. Musimy wkrótce ruszać dalej, bo robi się jasno. - Odpowiedziałam zbierając swoje rzeczy do plecaka. Dex także powoli zaczął się ogarniać i w trakcie sprzątania rzucił czymś w swego przyjaciela na znak pobudki.
- Jeszcze pięć minut, mamo... - Gadał przez sen Jamie.
- Po pierwsze, nie jestem twoja matką, a po drugie, wstawaj, bo zaraz zostawimy cię tu na pastwę Dzikich.
- Już, już. Zaraz będę gotowy do dalszej drogi. - Odrzekł i zabrał się za wstawanie nasz drogi przyjaciel. - Ale na przyszłość, nie musicie być aż tak brutalni, zwykła pobudka by wystarczyła.
- Właśnie widzę. - Zaśmiał się pod nosem Dex i zabrał się za pałaszowanie jednego z posiłków przygotowanych przez moją mamę.
- Wcinajcie, a za dziesięć minut ruszamy. - Powiedziałam stanowczo i sama zajęłam się spożywaniem jedzenia.
Kiedy byliśmy już najedzeni i mniej więcej wypoczęci, kontynuowaliśmy wędrówkę. Podobno dwa kilometry z dala od naszego noclegowiska, możemy znaleźć szczątki starego miasta, będącego nasza stolicą i miejscem, gdzie Wszechmocny Kryształ miał swą ukrytą komnatę we wnętrzu zamku. Na nieszczęście wszystkie plany pałacu zaginęły, więc poszukiwania zostaną przeprowadzone metodą prób i błędów.
- Ognisko jeszcze świeże, możliwe, że dopiero wyruszyli. - Usłyszałam głos należący do Aleksa,a także różnego rodzaju szemrania, co znaczyło, że nas doganiają.
- Jest niedobrze, jest bardzo niedobrze. - Powiedział zaskoczony i przerażony Dexter. - W nogi. - Właśnie w tym momencie doszły mnie słuchy, iż nasi przeciwnicy odkryli nasze bliskie położenia.
Biegłam ile sił w nogach, mimo to Dzicy nas doganiali. Słyszałam bicie własnego serca, a ja wciąż byłam poganiana. Nie byłam stworzona do biegów na długie dystanse, ale musiałam się przełamać i dorównać chłopaka. A już myślałam, że spokojnie dotrzemy na miejsce...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz