Było ciężko. Nogi mi odmawiały posłuszeństwa po połowie godziny biegnięcia. Suszyło mnie, jak nie wiem, ale nie uległam pragnieniu i się nie zatrzymałam, by odpocząć. Wciąż brakowało mi tchu, ale trzymałam się kurczowo myśli, że wkrótce będzie po wszystkim i w końcu będę mogła odpocząć.
Po jakimś czasie krzyki ustały, co mogło jedynie znaczyć, iż zgubiliśmy pościg.
- Dobra, możemy się zatrzymać. - Mówił mój zdyszany Partner. - Mamy jakąś wodę? - Dopytywał się spragniony chłopak.
- Jest! - Odparł zwycięsko chłopak mojej siostry, który pociągnął łyka, a następnie podał dalej butelkę z wodą.
- Dzięki. - Odrzekłam, gdy dostałam w ręce napój.
Wszyscy usiedliśmy w cieniu ogromnego drzewa. Byliśmy zmęczeni, spoceni i marzyliśmy o zimnej kąpieli. Teraz oddałabym bezcenne skarby świata, tylko za to, bym, mogła opłukać się lekko i poleżeć na tafli jeziora.
Po jakimś czasie krzyki ustały, co mogło jedynie znaczyć, iż zgubiliśmy pościg.
- Dobra, możemy się zatrzymać. - Mówił mój zdyszany Partner. - Mamy jakąś wodę? - Dopytywał się spragniony chłopak.
- Jest! - Odparł zwycięsko chłopak mojej siostry, który pociągnął łyka, a następnie podał dalej butelkę z wodą.
- Dzięki. - Odrzekłam, gdy dostałam w ręce napój.
Wszyscy usiedliśmy w cieniu ogromnego drzewa. Byliśmy zmęczeni, spoceni i marzyliśmy o zimnej kąpieli. Teraz oddałabym bezcenne skarby świata, tylko za to, bym, mogła opłukać się lekko i poleżeć na tafli jeziora.
- Zostało już nam tylko pięćdziesiąt metrów do zgliszczy, więc chyba zaraz znowu będziemy iść, a w środku odpoczniemy i się rozejrzymy. - Zaproponował Dex wstając.
- Ty tu rządzisz, stary. - Odpowiedział Jamie przystając na propozycję kolegi.
- Niech będzie, ale jeśli zdechnę po drodze, to ty mnie niesiesz. - Odrzekłam i zabrałam swoje manatki z ziemi, po czym podniosłam się i nałożyłam plecak na plecy.
- Umowa stoi. - Zdecydował się na to rozwiązanie mój Partner. - No to idziemy. - Zarządził i ruszył przed siebie.
Po piętnastu minutach byliśmy na miejscu. Moim oczom ukazał się zniszczony główny rynek, a wokół niego niegdyś domy, a teraz tylko ich stęchłe reszty. Gdy Kryształ był w równowadze, wszystko było na swoim miejscu, drzewa nie gniły i nie podupadały wraz z budynkami, a zwierzęta okazywały ludzkie uczucia, niestety teraz panuje inny porządek. Zwierzęta zdziczały i stały się śmiertelnie groźne, ludzie się buntowali stając się Dzikimi, a roślinność umierała zamiast trwać przez długie lata.
- Strasznie to wygląda. - Skomentowałam, o czym kontynuowałam rozglądanie się po okolicy.
- I dlatego musimy to powstrzymać. - Odrzekł pewnie Dex. - Chodźcie, musimy dotrzeć jeszcze dzisiaj na zamek, który jest na wzgórzu, czeka nas daleka droga.
Jak powiedział, tak zrobiliśmy. Mieliśmy ze dwa postoje w trakcie tej przechadzki po malowniczej krainie, którą jest nasze upadłe królestwo. Na nieszczęście dzikie zwierzęta zrobiły sobie nieopodal domy, więc musieliśmy niesamowicie uważać, aby ich nie rozwścieczyć i nie sprowadzić na siebie ich gniewu. Choć byliśmy przygotowani na tego typu sytuację, to nikt nie chciał spotkać się oko w oko ze wściekłym szablozębaczem czy też jego jakimś krewnym.
Droga się dłużyła niemiłosiernie, gdyż kolejny dzień już wędrowaliśmy. Gdy pisałam się na tę misję, nie sądziłam, że nie będę czuła nóg i będzie mi tak dokuczało zmęczenie, ale czego nie robi się dla całego królestwa. Kolejnych kilka godzin w pogoni za utraconym stały się jak wejście w Bramę Gwiazd, tylko że bez ta wysokiej temperatury, która tam panowała. Żadnemu żywemu nie udało się wyjść z Bramy Gwiazd, więc zaczynałam się lękać tego, co nasz czeka, mimo że znajdowaliśmy się z dala od tamtego miejsca o jakieś pół galaktyki.
- Jesteśmy na miejscu. - Oświadczył Dex, kiedy pojawiliśmy się przy drzwiach frontowych, które skrzypiały tak bardzo, że aż można było osiwieć.
- Najwidoczniej. - Stwierdziłam zaraz po nim i weszłam wgłąb zamku, który nie wyglądał ani na zadbany ani na trzymający się znakomicie w kupie,
- Dawno ktoś tu nie sprzątał.- Skomentował Jamie między kichnięciami.
- Sześćdziesiąt lat tu nikt nie był, a ty prawisz o sprzątaniu.
- No co? Mi każą sprzątać co tydzień a nie co sześćdziesiąt lat.
- Ach, weź, jak ty coś powiesz...
- Tylko próbuje rozluźnić atmosferę. Jesteś spięty jak naciągnięta cięciwa w łuku.
- Dzięki.
- To nie miał być komplement.
- Będę na maksa rozluźniony, jak wszystko się uda, a na razie zostaje tak jak jest. - Odpowiedział, ale już później rozmowa nie miała kontynuacji.
- Rozdzielmy się, w ten sposób szybciej znajdziemy Kryształ.
- I szybciej stracę partnerkę, podziękuje.
- Aż tak bardzo o mnie dbasz?
- Bardziej. - Skwitował i lekko zmienił temat. - Skoro Kryształ jest ukryty, to wątpię, żeby był na wyższych pietrach. Musimy przeczesać te dolne i przede wszystkim lochy.
- A ojciec ci nie powiedział gdzie on może być? - Dopytywał się Jamie.
- No niestety nie, tylko to, gdzie jest zamek i jak do niego dotrzeć. Musimy sobie radzić sami.
- Moim skromnym zdaniem najlepiej by było przeszukać cały zamek, skoro nie wiemy gdzie jest schowany, poza informacją, że w ukrytej komnacie.
- Wiemy trochę więcej...
- Nie mów mi, że ukrywasz coś przed ami, a tym bardziej przede mną, skoro mam ci powierzam ci własne życie.
- Kryształ ma być tam, gdzie blask Porannej Gwiazdy nie dotknie jego powierzchni, czyli gdzieś bez okien.
- No to wiele wyjaśnia.
- Zgadzam się z nią. Mogłem nam powiedzieć tak w ogóle.
- Nie mogłem.
- Niby czemu?
- Bo nie, koniec tematu.
- No tak nie do końca, bo jeszcze nie znaleźliśmy Kryształu, więc temat zostaje, a ty się tłumaczysz.
- Do jasnej anielki, nie powiedziałem, bo obiecałem, tajemnica królewska. Tylko prawowity władca ja zna. I tak wam już za dużo powiedziałem.
- Dobra, koniec tematu, bo zaraz wszyscy się pozabijamy, a tego nie chcemy. Idziemy szukać. - Oznajmiłam i ruszyłam przed siebie.
- Idziesz nie w tę stronę. - Kiedy usłyszałam te słowa, zawróciłam się i poszłam w przeciwną stronę.
- Teraz idziesz dobrze.
- Za mną! - Krzyknęłam, gdy byłam już z dala od moich przyjaciół.
Korytarz, którym podążałam, był ciemny i przerażający. Jak tylko odnalazłam pochodnię przy ścianie, odpaliłam ją i w końcu olśniło mnie. W dali mogłam dostrzec kraty, a do mych uszu dochodził dźwięk spadających kropli wody, które uderzały we wcześniej powstałą kałużę.
- Jak tu strasznie. - Skomentował te widowisko.
- Gdzieś ty się chowała? Myślałem, że cię zgubiłem w tych ciemnościach egipskich.
- Nigdzie się nie chowałam, tylko wyście się nie pilnowali.
- Nie gadaj. - Zaśmiał się Jamie, jako iż z niego taki śmieszek.
- Szukajcie ukrytych przejść i tym podobnych, to musi być tu. - Poprosił i zaczął macać ściany...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz