Wstałam wypoczęta z nowym zapałem do pracy i chęciami do życia. Czuła, że mogę zrobić wszystko, czego zapragnę, a pragnęłam ułożyć Kryształ w całość i uratować mój ukochany świat. Planowałam naprawić to co zniszczone i pomóc w jakikolwiek sposób Dexowi, chociażby po to, bu nie usiał żenić się z przymusu, ale to już poza ty co najważniejsze.Teraz naszym priorytetem był Wszechmocny Kryształ i Dzicy na karku, którzy łatwo nie odpuszczają, co znaczyło, że nie mamy zbyt wiele czasu na poskładanie naszego Skarbu i przywrócenie wszystkiego do równowagi, by było tak jak dawniej.
- Wstawaj, śpiąca królewno. - Usiłował mnie zbudzić mój Partner z nikłym skutkiem, gdyż już nie spalam.
- Nie śpię, gupku. - Odpowiedziałam i podniosłam się do pozycji na wpół siedzącej.
- Głupku jak już coś, a nie gupku, ale wybaczę ci to, bo potrzebne nam twoje małe sprytne rączki.
- Wiem. A ja za to potrzebuje jedzenia, żeby cokolwiek zrobić tymi rączkami.
- Proszę bardzo. - Podał mi jedno pudełko z posiłkiem, a sam wziął się za jedzenie z drugiego.
Zabrałam się za spożywanie mego dania w luksusowym łóżku, które jak do tej pory było najlepsze w porównaniu ze spaniem na podłożu. Na szczęście byłam ubrana, więc nie paradowałam przed Dexem nago i nie musiałam tracić czasu na ubieranie się.
- Chodźmy, szkoda czasu. - Ponagliłam, gdy już wchłonęłam w siebie moją strawę.
W ekspresowym tempie znaleźliśmy się w Diamentowej Sali, bo tak ją nazwaliśmy po tym, co w niej zobaczyliśmy. Pochodnia rozświetlała wnętrze, dzięki czemu mogłam zabrać się do pracy i na spokojnie pomyśleć. Chłopacy rozglądali się po zamku, a ja rozruszałam mózgownicę .
Czas mijał szybko, a ja próbowałam licznych możliwości składania elementów tej zaawansowanej układanki. Metodą prób i błędów dążyłam do celu i chwilami mi się udawało, dzięki czemu byłam coraz bliżej sukcesu. Moje palce tak już się wyćwiczyły, że raz niemal mi się powiodło, ale jeden fragment nie pasował to reszty i wszystko szlag trafił. Kiedy ponownie spróbowałam, wyszło!
- Udało się, udało! - Śpiewałam na cały głos i tańczyłam do rytmu przez co chłopacy omal nie dostali zawału.
- Atakują?! - Wystraszył się Dex, po czym spojrzał na wynik mojej pracy. Ucieszył się. - Udało ci się! - Krzyknął, a chwilę później podniósł mnie i zakręcił tak, że w głowie mi się aż zakręciło. Kiedy mnie opuszczał, przytulił mnie z całej siły, a następnie ucałował mnie w usta ze szczęścia. W brzuchu czułam jakby przefrunęło mi stado nietoperzy zamiast motyli, ale nie robiłam sobie nic z tego, bo stało się to, czego pragnęłam. Kryształ był w jednym kawałku i wystarczyło go tylko odpowiednio ułożyć, by nasz świat wrócił do normy sprzed sześćdziesięciu lat. Marzyłam o tym od dziecka, o tym by poznać świat, który został zniszczony przed mymi narodzinami.
- Czyń honory, przyszły Wodzu. - Odparłam i podałam dla swego Partnera Wszechmocny Kryształ, by odłożył go na prawowite miejsce, które czeka na niego od przeszło połowy wieku.
- Dziękuję. - Nim zrealizował swa powinność, ucałował mój policzek w geście podziękowania, a później dopiero zajął się przyszłością swego ludu.
To była niezapomniana chwila, gdy Dexter umieszczał Kryształ we wnęce i wymawiał życzenie, które już wkrótce miało się spełnić. Wszystko stawało się takie, jakie być powinno.. Czułam ten przepływ mocy i to, że wszystko się zmieniało, bo i ja się zmieniałam. Zamiast mieć strój, który był przeznaczony na wyprawy, miałam na sobie zwiewną sukienkę, a me włosy zamiast upięte, były teraz rozpuszczone i układały się w fale. Podobne rzecz zdarzyły się chłopakom. Wcześniej mieli na sobie założone znoszone spodnie i podkoszulki, na których miejsce pojawiły się teraz eleganckie stroje, których nigdy wcześniej nie widziałam.
- Woow. - Zdziwiłam się.
- Podwójne woow. - Stwierdził Dex, gdy zobaczył odnowione wnętrze komnaty.
- Chodźmy zobaczyć resztę. - Zaproponował drugi chłopak.
Jak powiedział, tak zrobiliśmy. Biegaliśmy po całym pałacu i podziwialiśmy, jak diametralnie się zmienił. Wszystko było takie różne, takie piękne i niesamowite, że aż chciało się na to po prostu patrzeć i zachwycać się tym.
- Trzeba sprowadzić tutaj resztę.
- Oni już są.
- Już są?
- Mhmm, to była druga część mego życzenia. Żeby każdy miał swój dom w odnowionym świecie i się w nim znalazł, więc najpewniej zaraz cała gromada do nas dołączy. - Wykrakał, bo już po chwili mogłam usłyszeć głos Wielkiego Wodza.
- Moje dzieci, powiodło wam się, jestem z was niezmiernie dumny. - Podszedł do nas i wyściskał każdego po kolei.
- Zrobiliśmy to co do nas należało. - Odrzekł jego syn.
- To był wielki zaszczyt, uczestniczyć w tak ważnej misji. - Powiedziałam, po czym ukłoniłam się lekko.
- Jesteście we troje bohaterami. Trzeba wydać przyjęcie na waszą cześć. - Stwierdził klaszcząc w dłonie, a po chwili był już wciągnięty w wir przygotowań.
Wszyscy opuścili hol i zostałam sama z Dexem.
- Idę poszukać mamy. - Powiedziałam, gdy zrozumiałam, że nie mamy za wiele czasu by być razem, gdyż wkrótce ojciec znajdzie mu prawdziwą królową, ale nie chciałam by to wszystko się tak skończyło.
- Nie musisz, jest w kuchni. - Odrzekł złapawszy moją dłoń. Spojrzałam na niego, a on uśmiechał się do mnie mając ogniki radości w oczach.
- To się dobrze składa, bo umieram z głodu. -Odpowiedziałam i w tym samym momencie zaburczało mi w brzuchu.
- Przecież niedawno jadłaś. Jak to możliwe? - Zaśmiał się.
- Któż to wie. - Rzekłam unosząc ramiona do góry.
- Chodź jeść, chodzący przewodzie pokarmowy. - Pociągnął mnie za sobą do kuchni, gdzie kucharze krzątali się i przygotowywali różne potrawy najpewniej na dzisiejszy bankiet...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz