sobota, 17 czerwca 2017

Rozdział 13

-Mam coś! - Usłyszałam krzyki Jamie'ego, który był teraz na parterze i trzymał w ręku pochodnię, a raczej to co z niej pozostało.
- Co jest? - Zapytał Dex po tym jak dobiegł do swego przyjaciela, a ja wraz z nim.
- Chyba znalazłem upragnione przejście - Odpowiedział. Sekundę później pociągnął za uchwyt, a ścienne wrota nam się otworzyły, ukazując mroczne pomieszczenie, gdzie światło nie dochodziło.
- To chyba tutaj. - Skwitowałam i zaczęłam się rozglądać po komnacie.
- Chyba. - Rzekł chłopak i zaczął oświecać pokój pochodnią. - Wiecie czego szukać.
- Nie inaczej. - I zaczęło się...
Sala była ogromna, choć na początku na taką nie wyglądała, ale wyszło na to, że pozory mylą. Jak tylko światłość zagościła w pomieszczeniu, uderzający blask oślepił me oczy.Było tak, jakby  na ścianach były diamenty i innego rodzaju kamienie szlachetne.
- I skąd mamy wiedzieć, który to kamień?
- Ten największy, najpiękniejszy i najbardziej wpadający w oko pod każdym względem. - Opisał Dex.
- Tyle tu ich jest... - Załamałam się wewnętrznie.
- Damy radę, musimy. - Skomentował mój Partner.
Przeszłam całą komnatę wzdłuż i wszerz, ale nic nie znalazła, dopiero po tym, jak na coś nastąpiłam, usłyszałam jakby dwa kamienie ocierające się na siebie. Szybko odskoczyłam ze swojego miejsca, a z podłogi zaczęło się coś wyłaniać.
- Ej, chłopaki... - Zawołałam swych towarzyszy.
- Wszystko w porządku? - Zmartwił się Dexter, jak zobaczył mą rozkojarzoną minę.
- Za mną tak, ale...
- Ale?
- Ale chyba go znalazłam. - Stwierdziłam to po tym, jak zobaczyłam kawałki rozłożone na platformie, tak jakby ktoś specjalnie rozwalił układankę.
- I tu jest pies pogrzebany... - Skomentował wygląd Jamie, któremu wyraźnie nie podobała się pozycja, w jakie znajdował się nasz Skarb. - Jak to naprawimy?
- Trzeba pokombinować. To kto chce się pobawić?  - Zapytał żartobliwie jeden z mych towarzyszy.
- To robota dla kobiety. - Tymi słowami zgłosiłam się na ochotnika na układanie swego rodzaju puzzli.
- Madame. - Ukłonił się Jamie i uśmiechnął się szeroko.
- Możesz przestać? - Poprosiłam i uzyskałam pożądany skutek. Obaj chłopacy usieli przy ścianie i się zajmowali sobą, a ja tymczasem próbowałam przypasować odpowiednie elementy.
Siedziałam nad częściami Kryształu dobre kilka godzin i nie otrzymywałam pozytywnych rezultatów, ostatecznie wszystko rozsypywało się i powracało do pierwotnej formy, czyli do nieułożonego bajzlu, który musiałam posprzątać,a ja nie nie cierpiałam nieporządku. Chwilami dostawałam szału i chciałam wszytko jeszcze bardziej rozbić, ale nim to zrobiłam, uświadomiłam sobie, że  moja praca mogła stać się jeszcze bardziej bezsensowna i mogłam pogorszyć swoją sytuację.
- Odpocznij trochę. - Poczułam na swym ramieniu rękę mego Partnera. Ten gest dodał mi siły i cierpliwości, przede wszystkim.
- Odpocznę, jak skończę.
- Jest już późno. Wszyscy potrzebujemy snu.  Chodź. - Wziął mą dłoń i odwiódł od kontynuowania wypruwania z siebie flaków przy żmudnym zajęciu.
Na miejscu, do którego chłopak mnie zaprowadził, znalazłam łóżko, które chyba było przeznaczone dla mnie. Przy łożu leżały moje rzeczy, więc odpowiedź była prosta.
- Padam z nóg. - Skoczyłam na łóżko i zamknęłam oczy. - Jak tu cudownie.
- Nie wątpię. Odpocznij,a jutro będziemy kończyć to, co dzisiaj zaczęliśmy. Dobranoc. - Życzył mi kolorowych snów i wyszedł.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz