czwartek, 15 czerwca 2017

Rozdział 12

Było ciężko. Nogi mi odmawiały posłuszeństwa po połowie godziny biegnięcia. Suszyło mnie, jak nie wiem, ale nie uległam pragnieniu i się nie zatrzymałam, by odpocząć. Wciąż brakowało mi tchu, ale trzymałam się kurczowo myśli, że wkrótce będzie po wszystkim i w końcu będę mogła odpocząć.
Po jakimś czasie krzyki ustały, co mogło jedynie znaczyć, iż zgubiliśmy pościg.
- Dobra, możemy się zatrzymać. - Mówił mój zdyszany Partner. - Mamy jakąś wodę? - Dopytywał się spragniony chłopak.
- Jest! - Odparł zwycięsko chłopak mojej siostry, który pociągnął łyka, a następnie podał dalej butelkę z wodą.
- Dzięki. - Odrzekłam, gdy dostałam w ręce napój.
Wszyscy usiedliśmy w cieniu ogromnego drzewa. Byliśmy zmęczeni, spoceni i marzyliśmy o zimnej kąpieli. Teraz oddałabym bezcenne skarby świata, tylko za to, bym, mogła opłukać się lekko i poleżeć na tafli jeziora.
- Zostało już nam tylko pięćdziesiąt metrów do zgliszczy, więc chyba zaraz znowu będziemy iść, a w środku odpoczniemy i się rozejrzymy. - Zaproponował Dex wstając. 
- Ty tu rządzisz, stary. - Odpowiedział Jamie przystając na propozycję kolegi.
- Niech będzie, ale jeśli zdechnę po drodze, to ty mnie niesiesz. - Odrzekłam i zabrałam swoje manatki z ziemi, po czym podniosłam się i nałożyłam plecak na plecy.
- Umowa stoi. - Zdecydował się na to rozwiązanie mój Partner. - No to idziemy. - Zarządził i ruszył przed siebie. 
Po piętnastu minutach byliśmy na miejscu. Moim oczom ukazał się zniszczony główny rynek, a wokół niego niegdyś domy, a teraz tylko ich stęchłe reszty. Gdy Kryształ był w równowadze, wszystko było na swoim miejscu, drzewa nie gniły i nie podupadały wraz z budynkami, a zwierzęta okazywały ludzkie uczucia, niestety teraz panuje inny porządek. Zwierzęta zdziczały i stały się śmiertelnie groźne, ludzie się buntowali stając się Dzikimi, a roślinność umierała zamiast trwać przez długie lata. 
- Strasznie to wygląda. - Skomentowałam, o czym kontynuowałam rozglądanie się po okolicy. 
- I dlatego musimy to powstrzymać. - Odrzekł pewnie Dex. - Chodźcie, musimy dotrzeć jeszcze dzisiaj na zamek, który jest na wzgórzu, czeka nas daleka droga.  
Jak powiedział, tak zrobiliśmy. Mieliśmy ze dwa postoje w trakcie tej przechadzki po malowniczej krainie, którą jest nasze upadłe królestwo. Na nieszczęście dzikie zwierzęta zrobiły sobie nieopodal domy, więc musieliśmy niesamowicie uważać, aby ich nie rozwścieczyć i nie sprowadzić na siebie ich gniewu. Choć byliśmy przygotowani na tego typu sytuację, to nikt nie chciał spotkać się oko w oko ze wściekłym szablozębaczem czy też jego jakimś krewnym. 
Droga się dłużyła niemiłosiernie, gdyż kolejny dzień już wędrowaliśmy. Gdy pisałam się na tę misję, nie sądziłam, że nie będę czuła nóg i będzie mi tak dokuczało zmęczenie, ale czego nie robi się dla całego królestwa.  Kolejnych kilka godzin w pogoni za utraconym stały się jak wejście w Bramę Gwiazd, tylko że bez ta wysokiej temperatury, która tam panowała. Żadnemu żywemu nie udało się wyjść z Bramy Gwiazd, więc zaczynałam się lękać tego, co nasz czeka, mimo że znajdowaliśmy się z dala od tamtego miejsca o jakieś pół galaktyki.
- Jesteśmy na miejscu. - Oświadczył Dex, kiedy pojawiliśmy się przy drzwiach frontowych, które skrzypiały tak bardzo, że aż można było osiwieć. 
- Najwidoczniej. - Stwierdziłam zaraz po nim i weszłam wgłąb zamku, który nie wyglądał ani na zadbany ani na trzymający się  znakomicie w kupie,   
- Dawno ktoś tu nie sprzątał.- Skomentował Jamie między kichnięciami. 
- Sześćdziesiąt lat tu nikt nie był, a ty prawisz o sprzątaniu. 
- No co? Mi każą sprzątać co tydzień a nie co sześćdziesiąt lat.  
- Ach, weź, jak ty coś powiesz...
- Tylko próbuje rozluźnić atmosferę. Jesteś spięty jak naciągnięta cięciwa w łuku. 
- Dzięki. 
- To nie miał być komplement. 
- Będę na maksa rozluźniony, jak wszystko się uda, a na razie zostaje tak jak jest. - Odpowiedział, ale już później rozmowa nie miała kontynuacji.  
- Rozdzielmy się, w ten sposób szybciej znajdziemy Kryształ. 
- I szybciej stracę partnerkę, podziękuje.
- Aż tak bardzo o mnie dbasz? 
- Bardziej. - Skwitował i lekko zmienił temat. - Skoro Kryształ jest ukryty, to wątpię, żeby był na wyższych pietrach. Musimy przeczesać te dolne i przede wszystkim lochy.   
- A ojciec ci nie powiedział gdzie on może być? - Dopytywał się Jamie. 
- No niestety nie, tylko to, gdzie jest zamek i jak do niego dotrzeć. Musimy sobie radzić sami.
- Moim skromnym zdaniem najlepiej by było przeszukać cały zamek, skoro nie wiemy gdzie jest schowany, poza informacją, że w ukrytej komnacie. 
- Wiemy trochę więcej... 
- Nie mów mi, że ukrywasz coś przed ami, a tym bardziej przede mną, skoro mam ci powierzam ci własne życie. 
- Kryształ ma być tam, gdzie blask Porannej Gwiazdy nie dotknie jego powierzchni, czyli gdzieś bez okien.
- No to wiele wyjaśnia. 
- Zgadzam się z nią. Mogłem nam powiedzieć tak w ogóle. 
- Nie mogłem. 
- Niby czemu? 
- Bo nie, koniec tematu.  
- No tak nie do końca, bo jeszcze nie znaleźliśmy Kryształu, więc temat zostaje, a ty się tłumaczysz. 
- Do jasnej anielki, nie powiedziałem, bo obiecałem, tajemnica królewska. Tylko prawowity władca ja zna. I tak wam już za dużo powiedziałem. 
- Dobra, koniec tematu, bo zaraz wszyscy się pozabijamy, a tego nie chcemy. Idziemy szukać. - Oznajmiłam i ruszyłam przed siebie. 
- Idziesz nie w tę stronę. - Kiedy usłyszałam te słowa, zawróciłam się i poszłam w przeciwną stronę. 
- Teraz idziesz dobrze. 
- Za mną! - Krzyknęłam, gdy byłam już z dala od moich przyjaciół.
Korytarz, którym podążałam, był ciemny i przerażający. Jak tylko odnalazłam pochodnię przy ścianie, odpaliłam ją i w końcu olśniło mnie. W dali mogłam dostrzec kraty, a do mych uszu dochodził dźwięk spadających kropli wody, które uderzały we wcześniej powstałą kałużę. 
- Jak tu strasznie. - Skomentował te widowisko. 
- Gdzieś ty się chowała? Myślałem, że cię zgubiłem w tych ciemnościach egipskich. 
- Nigdzie się nie chowałam, tylko wyście się nie pilnowali. 
- Nie gadaj. - Zaśmiał się Jamie, jako iż z niego taki śmieszek.
- Szukajcie ukrytych przejść i tym podobnych, to musi być tu. - Poprosił i zaczął macać ściany...      

Rozdział 11

Kiedy usta chłopaka dotykały niebiańsko moich warg, czułam się wniebowzięta. Tak jakbym była poza atmosferą i poza czasem. Wszystko było niczym kosmos, wspaniałe, niespotykane i pełne wrażeń.
Wiedziałam, że nie powinnam się z nim całować, skoro był zaręczony, ale nie potrafiłam się od niego odsunąć, był zbyt uzależniający.
-Ykghym. - Spróbował zwrócić na siebie uwagę Jamie. - Przeszkadzam wam w czymś? - Zapytał się z figlarnym uśmiechem Partner mojej siostry.
Oderwaliśmy się od siebie jak poparzeni, co poskutkowało tym, że miałam lekko przygryzioną wargę. Była to dosyć niezręczna sytuacja, bo mój pierwszy pocałunek był pod nadzorem łaskawego James'a , który przyglądał się najprawdopodobniej całej tej sytuacji.
- Eee... - Właśnie w ten sposób zaczęła się nasza interesująca konwersacja. - My tylko przygotowywaliśmy miejsce na nocleg. - W prawdzie tak było, jednakże nie do końca.
- Właśnie widzę. - Odparł po czy położył drewno nieopodal ogniska. - Nie chcę was martwić, ale czas już spać, dzieci, bo trzeba rano wstać. A poza tym, znalazłem coś.
- Co?! - Dopytywałam się.
- Szczątki miasta. Jesteśmy blisko.  - Powiedział bez okazania jakiegoś większego entuzjazmu.
- Brawo, brachu. - Pogratulował Dex Jamie'emu. - O świcie ruszamy.
- Tak jest, kapitanie. - Odparłam.
- To kto bierze pierwszą wartę... - Zastanawiał się na głos blond chłopak, a ja poczułam pewną odpowiedzialność i zgłosiłam się na ochotnika.
- Ja wezmę. - Zaoferowałam się.
- Nie, ty idziesz spać. - Spierał się ze mną mój Partner.
- Nie kłóć się ze mną. Wy byliście przetrzymywani w gorszych warunkach niż ja, musicie odpocząć.
- To samo tyczy się ciebie, moja panno.
- Ale ze mną jest lepiej niż z wami.
- To może razem nie śpijcie, albo śpijcie razem a ja wezmę wartę i będzie po problemie. - Zaproponował Jamie.
- Nie. - Oboje się nie zgodziliśmy.
- Nie znasz zasady "kobietom pierwszeństwo" ? - Próbowałam postawić na swoim, ale chyba coś mi nie wyszło...
- Nie wyznaję jej w takich przypadkach. Połóż się, a ja się wszystkim zajmę. - Poprosił Dexter, a raczej nalegał upierdliwie.
- Ech... Niech ci będzie. - Odpuściłam. - No to dobranoc. - Odrzekłam i położyłam się na wcześniej przygotowanym miejscu.
Leżałam i leżałam pół nocy, ale i tak nie dałam rady zasnąć. Zbyt wiele myśli kłębiło się w mojej głowie i sam fakt, że jesteśmy tak blisko upragnionego celu uniemożliwiał mi spanie.  Było tak wiele przed nami, a ja musiałam spać. Nie pragnęłam niczego więcej, niżeli ruszenia w dalszą podróż do pałacu i po Wszechmocny Kryształ, który mógł definitywnie zmienić moje życie. Chciałam, by wszystko było lepsze, by moja mama nie musiała tak ciężko harować, bym mogła mieć szanse na rozeznanie się we własnych uczuciach...
Nim udało mi się zasnąć, musiałam się przewrócić ze sto razy, aby uzyskać idealne ułożenie. Gdy się obudziłam, świtało a chłopacy sobie smacznie kimali, żyjąc w nieświadomości, że lada chwila mogą nas zaatakować. Postanowiłam, że wybudzę ich z tych pięknych mrzonek, dbając przy tym o bezpieczeństwo całej grupy wynoszącej trzy osoby włącznie ze mną.
- Dex...- szturchnęłam chłopaka w ramię, ale ten jeszcze się nie wybudził - ...wstawaj, śpiochu, szkoda dnia. - Kontynuowałam przy czym dotknęłam jego policzka na co zareagował natychmiastowo i otworzył swe piękne oczęta.
- Już jest raanooo? - Rzekł zaspanym głosem.
- Rano, rano. Musimy wkrótce ruszać dalej, bo robi się jasno. - Odpowiedziałam zbierając swoje rzeczy do plecaka. Dex także powoli zaczął się ogarniać i w trakcie sprzątania rzucił czymś w swego przyjaciela na znak pobudki.
- Jeszcze pięć minut, mamo... - Gadał przez sen Jamie. 
- Po pierwsze, nie jestem twoja matką, a po drugie, wstawaj, bo zaraz zostawimy cię tu na pastwę Dzikich. 
- Już, już. Zaraz będę gotowy do dalszej drogi. - Odrzekł i zabrał się za wstawanie nasz drogi przyjaciel. - Ale na przyszłość, nie musicie być aż tak brutalni, zwykła pobudka by wystarczyła. 
- Właśnie widzę. - Zaśmiał się pod nosem Dex i zabrał się za pałaszowanie jednego z posiłków przygotowanych przez moją mamę.
- Wcinajcie, a za dziesięć minut ruszamy. - Powiedziałam stanowczo i sama zajęłam się spożywaniem jedzenia. 
Kiedy byliśmy już najedzeni i mniej więcej wypoczęci, kontynuowaliśmy wędrówkę. Podobno dwa kilometry z dala od naszego noclegowiska, możemy znaleźć szczątki starego miasta, będącego nasza stolicą i miejscem, gdzie Wszechmocny Kryształ miał swą  ukrytą komnatę we wnętrzu zamku. Na nieszczęście wszystkie plany pałacu zaginęły, więc poszukiwania zostaną przeprowadzone metodą prób i błędów. 
- Ognisko jeszcze świeże, możliwe, że dopiero wyruszyli. - Usłyszałam głos należący do Aleksa,a  także różnego rodzaju szemrania, co znaczyło, że nas doganiają.
- Jest niedobrze, jest bardzo niedobrze. - Powiedział zaskoczony i przerażony Dexter. - W nogi. - Właśnie w tym momencie doszły mnie słuchy, iż nasi przeciwnicy odkryli nasze bliskie położenia. 
Biegłam ile sił w nogach, mimo to Dzicy nas doganiali. Słyszałam bicie własnego serca, a ja wciąż byłam poganiana. Nie byłam stworzona do biegów na długie dystanse, ale musiałam się przełamać i dorównać chłopaka. A już myślałam, że spokojnie dotrzemy na miejsce... 

środa, 14 czerwca 2017

Rozdział 10

Jak tylko Jamie opuścił nasze towarzystwo, zebrałam w sobie odwagę by przeprosić Partnera za swoją wścibskość i gumowe ucho.
- Dex ...
- Hmm?
- Ja...umm...chciałam cię przeprosić. Nie powinnam była się tak zachować i w ogóle. No więc przepraszam.
- Nic się nie stało, więc nie masz za co przepraszać, a poza tym prędzej czy później byś się o tym dowiedziała.
- Niby tak, ale jednak... Nie powinnam była was podsłuchiwać.
- Co się stało, to się nie odstanie, przeszłości nie zmienimy.
- Ale przyszłość zawsze można.
- Moja jest nieunikniona, więc zamierzam zadbać o twoją i żebyś nie musiała przechodzić przez to co ja będę.
- Wiesz bardzo dobrze, że nasza przyszłość jest ze sobą związana i nie pozbędziesz się mnie tak szybko, więc zawsze można coś pokombinować. - Odpowiedziałam. 
- Teoretycznie tak, ale w praktyce nie wiadomo jak to będzie, gdy zdobędziemy Wszechmocny Kryształ.  
- To, że ty nie wiesz, nie znaczy, że i ja nie wiem. 
- A wiesz?
- Wiem. 
- Więc co nas czeka? 
- Czeka nas chwała, miłość i Partnerstwo do końca życia. 
- Miłość. Nie spodziewałbym się tego po tobie. 
- Każdy ma prawo do miłości. Uświadomiłam to sobie dzisiaj, gdy o mało nie zmuszona do wzięcia ślubu z jakimś pacanem z bożej łaski.
- Nawet najwięksi złoczyńcy i najgorsi Dzicy? 
- Nawet oni.
Atmosfera stawała się coraz bardziej intymna. Światła bijące od ogniska, sprawiało, że czułam dreszcze. Nigdy nie byłam z Dexem w takiej sytuacji, nigdy nie doszło między nami do takiego zbliżenia. 
Z każdą wymianą zdań zbliżaliśmy się do siebie coraz bardziej i bardziej. W pewnym momencie nasze oddechy się wymieszały. Nie miałam pojęcia dokąd zmierza ta sytuacja, ale podobało mi się uczucie, które temu wszystkiemu towarzyszyło. Moje serce zaczynało bić coraz szybciej, a kolana miałam miękkie, jak dojrzałe owoce, jednakże siedzenie ratowało mnie od upadku. Gorąc uderzał we mnie falami i rozprowadzał się po całym mym ciele. Ostatecznie  rozżarzone jak węgiel wargi chłopaka wyszły na spotkanie moim i złączyły się w delikatnym pocałunku. Lekkie muśnięcia ust przyprawiały mnie o  palpitacje serca. Czułam, że zaraz nieuchronnie zejdę na zawał...

Rozdział 9

Przerwaliśmy w końcu tę dyskusję, bo stawała się nie do zniesienia, czyli jeszcze gorsza niż ja, gdy jestem nieźle wkurzona.W ogóle ta cała sytuacja była denerwująca i nie miała sensu. Jakim cudem mój własny ojciec mógł stać się takim potworem, żeby wybierać mi męża.Oczywiste było, że chciałam połączyć się kiedyś z ukochanym, no ale właśnie, z UKOCHANYM a nie tłustym gościem, który może zapewni  mi dobre życie i którego nie będę kochała. Chcę poślubić tego, co będzie mnie kochał, będzie o mnie dbał i będzie mnie chronił. Chce mężczyzny, który wie czego chce i przy którym będę czuła się bezpiecznie, przy którym się odprężę. Może jestem wymagająca ale są pewne standardy, z których nie zrezygnuję, na przykład miłość. Miłość to podstawa związku i nie zamierzam być z kimś, którego nie będę darzyła takowym uczuciem, czyli wybranka mego ojca, którego nie obchodzi szczęście córki tylko własne.
Musiałam się stąd jak najszybciej wyrwać razem z przyjaciółmi i wyruszyć w dalszą drogę poszukiwania kryształu. Tylko, że na razie byłam bez planu i jakiegokolwiek zbrojenia no i nie miałam pojęcia, gdzie przetrzymują moich towarzyszy podróży. Gdybym tylko miała wolną rękę... No ale nie mam, bo cały czas pilnuje mnie Aleks, chyba, że w trakcie kąpieli przed kolacją miałabym święty spokój. Wtedy może coś by wyszło. Przecież nie będą mnie podglądać, chyba że to zboczeńcy bez manier, chociaż wątpię. Alek wygląda na dość porządnego chłopaka, więc raczej nie będzie z nim problemu. O bogowie, teraz wymyślić jak dostać się do Dexa w piętnaście minut, wymknąć się i jeszcze umyć gratis. To jest wyzwanie.
Miałam tak mniej więcej dwie czy trzy godziny do zmierzchu, czi w taką ilość czasu musiałam wykombinować, jak przeprowadzić całą akcję i nie zostać złapaną, a następnie zamkniętą. To było trudne do wykonania, ale możliwe. Przynajmniej tak mi się wydaje. Muszę to zrobić, dla nich, dla całego świata, który żyje pod ziemią.
Mijał czas, a w moje głowie rodziły się co rusz to nowe pomysły, ale musiałam wybrać ten doskonały, który na sto procent się sprawdzi.On musi zadziałać, bo drugiej szansy nie było ani nie będzie. Oni na mnie liczyli i nie mogłam ich zawieść, ani siebie, bo bym sobie nigdy nie wybaczyła, gdybym skazała mój lud na wieczne życie pod ziemią i naraziła go na straty w ludziach. 
Kiedy ostatecznie wykminiłam ten idealny plan, przyszedł czas, abym mogła wcielić go w życie. Mimo że nie przebywaliśmy w tym miejscu zbyt wiele czasu, musieliśmy uciekać jak najszybciej, nim zrobi się bardziej niebezpiecznie i wszystko pójdzie w las, bo mojemu ojcu odbije doszczętnie. 
Cóż, miałam już plan, wyznaczony czas, więc zostawało jak na razie nie wzbudzać podejrzeń oraz działać tak jak wcześniej przewidywałam. Zbliżał się powoli wieczór, czyli mój czas na kąpiel oraz wydobycie przyjaciół z potrzasku. Postępowałam krok po kroku zgodnie z ustaleniami, jak na razie szło mi świetnie. Miałam cichą nadzieję, że jak się wydostaniemy, Dzicy nie będą nas gonić z racji na późną porę. Prawie wszyscy przygotowywali się do uroczystej kolacji, w czasie której miałabym poznać przyszłego wybranka, ale zostało kilka osób fo pilnowania mnie oraz mych towarzyszy, co batdzo ułatwiało mi sprawę odnalezienia ich w pościgu za niezdobytym. Po rozprawieniu się z prywatna niańką, ominęłam trzech strażników pilnujących chatki, w której znajdowali się moi druhowie, jednakże wcześniej poszukałam jakiejś broni na zbyciu oraz naszych rzeczy, które później odstawiłam w oczywiste miejsce dla siebie. Chyba cudem udało mi się pokonać zabezpieczenia i wedrzeć do pomieszczenia. Dex był na mnie wkurzony, co było do przewidzenia, ale na jego twarzy widoczniał wyraz ulgi. 
- Odbiło ci, co ty tutaj robisz. - Wydarł się na mnie, choć mówił szeptem, by nie zostać usłyszanym przez Gumowe Uszy. 
- Ratuję ci tyłek, jak widać. - Stwierdziłam, a następnie przywitałam się z drugim chłopakiem. - Hej, Jamie. 
- Miło, ze wpadłaś, Aria. Mogłabyś nas rozwiązać, te więzy nie palą się do obopólnej symbiozy. - Rozcięłam pęta odnalezionym nożem, a potem odetnęłam ich nogi od sufitu. Każdy z nich "upadł" z gracją, bo raczej tyvh wygibasów nie można nazwać zbyt poprawnie. 
- Chodźcie, mamy mało czasu. - Ponagliłam i poinstuowałam, aby szli za mną, ale ci i tak musieli zrobić po swojemu. 
Na szczęście ich nieprawidłowe postępowanie nie ponioslo za sobą makabrycznych konsekwencji, ale za miłe to też one nie były. Oczywiście Dzicy dostrzegi, że zbiegliśmy i teraz mieliśmy pół osady więcej na glowie, niżeli do tej pory. Nasi wrogowie gonili za nami, a my uciekaliśmy ile sił było w nogach, na oślep, ale jednak. Na otawrej było czarno jak za czasów, gdy dochodziło do zaćmienia ognistej życiodajnej gwiazdy znajdującej się nieopodal naszego układu planetarnego. Plusem było to, iż Dzicy także nic nie widzieli, jednakże orientowali się w tych terenach lepiej od nas, przynajmniej za dnia, bo teraz byli niemal tak samo nieudolni jak my w walce z ciemnością. 
W pewnym momencie nie słyszeliśmy ani okrzyków bojowych ani ciężkich oddechów ani szelestów, które mogliby wywołać ścigajacy ludzie. Wszystko ucichło, a my w końvu mieliśmy szansę na jakikolwiek spoczynek. 
- Bieganie z bagażem nie będzie moim ulubionym sportem. 
- A w ogóle jest taki? - Zapytał się ledwo dyszący Jamie. 
- Jak nie ma, to powinni go wymyślić specjalnie dla niej, nadaje się idealnie. - Odparł Dex popijając łyczkami wodę. 
- Dzięki. - Odrzekłam, uśmiechajac się głupio do siebie. 
- Dobrze się spisałaś, nie poradzilibyśmy sobie bez ciebie. - Pochwalił mnie mój partner klepiąc me plecy.
- Gdyby nie  ja, to w ogóle by nie doszło do tego. - Stwierdziłam, obwiniając się. 
- Skąd możesz to wiedzieć? 
- Ojciec mi powiedział. - Nastała krótka pauza w rozmowie. 
- Ojciec?! - Wytrzeszczyli oczy i opadły im kopary. 
- Myślałam, że nie żyje. - Wtrącił chłopak mojej siostry. 
- Też tak myślałam, ale widocznie coś się zmieniło w ciągu tych lat. 
- Duże te coś. - Skomentował chłopak.  
- A czego on tak w ogóle od ciebie chce? - Dopytywał się syn Wodza. 
- Małżeństwa. - Odpowiedziałam krótko i zwięźle. 
- Z kim?! - Wydawali się jeszcze bardziej zaskoczeni oraz zdziwieni, niżeli gdy ich poinformowałam o zmartwychwstaniu ojca. 
- Nie mam zielonego pojęcia, bo zdążyliśmy uciec przed kolacją, a na niej miałam się dowiedzieć kto teoretiko miał być mym mężem. - Wyjaśniłam najlepiej jak umiałam. 
- Ookeeej. To jest nie do pojęcia, jak własny ojciec może zmuszać córkę do małżeństwa i to najprawdopodobniej z jakimś przygłupek, który nie potrafiłby cie ochronić. 
- Co jak co, ale ty najlepiej wiesz, jak to jest. 
- Słucham? 
- Podsłuchałam przypadkiem twoją rozmowę z ojcem i słyszałam że masz brać ślub z jakąs panną. 
- Zazdrosna jesteś czy co? 
- Ja, zazdrosna, nigdy w życiu. Po prostu mówię co słyszałam i tyle. 
- Jasne... - Powiedział półgłosem Dex, z którym prowadziłam zaciętą konwersację. 
- Dzieci, spokój, zabawka nie zając nie ucieknie, a energia i czas tak. - Odezwał się Jamie, a momentalnie wszystkim zaburczało w brzuchu. 
- Mamy coś w zapasie? - Dopytywałam się. 
- Trochę mięsa i pieczywa no i szczelnie zapakowanych kilka obiadów od twojej mamy. - Odprał mój Partner. 
- No to świetnie. Ja skocze po drewno na opał, a wy możecie wrócić do droczenia się ze sobą. - Rzekł Jamie i zrobił tak, jak zapowiedział. My za to zostaliśmy sami w tej dżungli...


czwartek, 6 kwietnia 2017

Rozdział 8

Stałam jak słup soli i nie mogłam pojąć tego, co się przed chwilą zdarzyło. Jak on mógł mnie tu więzić i w dodatku szantażować mnie tym, że skrzywdzi Dexa i resztę. Nie potrafiłam uwierzyć, że taki jest naprawdę mój ojciec oraz, że wcale nie przypomina tego z mej wyobraźni i dziecinnych mrzonek. Zawsze sądziłam, że mój tata będzie dobrym i uczciwym człowiekiem, a także że będzie przedkładał rodzinę ponad wszystko. Ciężko dać wiarę temu, jak bardzo się pomyliłam i że w najmniejszym stopniu nie jest tym, za kogo go uważałam. Całe życie stawiałam go na piedestale i chciałam być taka jak on, chciałam być tak dzielna jak on i bezinteresowna, ale teraz dostrzegam fakt, że on tak wysługuje się sytuacją, aby zawsze wyszło na jego korzyść i żeby tk właśnie on zyskał, a nie inni. On ceni tylko siebie i jest zapatrzony w swe idee, które na pewno są chore, sądząc po przysposobieniu ojca.
Z moich rozmyśleń wyrwał mnie niski głos chłopaka, który nosił imię Aleks, jak mniemam.
- Hej. Chyba masz na imię Aria, ja jestem Aleks i się tobą zajmę.
- Nie chyba, a na pewno, a poza tym nie potrzebuję niańki.
- Nie tak ostro, siostro. - Tak mu się to zrymowało, że po chwili zaczęłam się śmiać, jak wariatka.
- To było dobre. Wybacz, po prostu nie mam dziś najlepszego humoru.
- W sumie to ci się nie dziwię. Nie codziennie człowiek się dowiaduje, że jego ojciec żyje i jest wrogim przywódcą.
- Widzę, że jesteś całkiem obeznany w całej tej maskaradzie.
- Co nieco obiło się mi o uszy, nie przeczę. Jestem tu po to, żeby odpowiedzieć na twe liczne pytania i zaprowadzić cię do twojego pokoju no i by przygotować cię na obiado-kolację.
- Yhym. To kiedy możemy zacząć?
- Już.
- Dobra. To po pierwsze, gdzie są moi przyjaciele?
- Na te pytanie nie mogę ci odpowiedzieć, ale mogę ci powiedzieć jedynie tyle, że są w bezpiecznym miejscu i na razie nic im nie grozi.
- Ty też...? No dobra, to czego ode mnie chcecie?
- O ile jestem w tym wszystkim dobrze zorientowany, to nasz przywódca chce żebyś poślubiła jednego z naszej osady, by połączyć was z nami.
- Niemożliwe. A kto jest moim prawdopodobnym małżonkiem?
- Nikt tego nie wie, poza naszym Wodzem.
- Ty coś przede mną ukrywasz... Jeszcze nie wiem co, ale obiecuję ci, że się dowiem.
- Tylko na to czekam. - Powiedział to głosem uwodziciela.
- Ty mi tu nie flirtuj. A poza tym, czemu mój ojciec chce wżenić jednego ze swoich do bandy, z którą się nie zgadza i czemu sądzi, że to poskutkuje, jak to mnie wywalą z domu?
- Jak się ożenisz z jednym z nas, to Wielki Wódz cię nie wygna, bo jesteś teraz bliska jego rodzinie, a dzięki temu może uda nam się zapobiec działaniu Wszechmocnego Kryształu, którego teraz szukasz, bo on zniszczy istniejącą aktualnie cywilizację.
- Skąd niby możesz wiedzieć?
- Bo mam pewien dar. Jestem jasnowidzem.
- A czy nie nauczyli cię, że przyszłość nie jest jeszcze określona i zawsze może się zmienić. A poza tym Kryształ może być niebezpieczny, ale dopiero gdy trafi w niepożądane ręce.
- Czyli najprawdopodobniej łapska twojego Wodza.
- On ma dobre serce i dba o nas, nie to co mój ojciec, który mnie i moje rodzeństwo opuścił, gdy byłam malutka.
- A nie sądzisz, że zrobił to dla waszego dobra.
- Dla naszego dobra?! Chyba coś ci się pomyliło.
- Nie wydaje mi się...

środa, 5 kwietnia 2017

Rozdział 7

Gdy się ocknęłam wszystko było inne. Nie poznawałam środowiska w którym się znajdowałam, na pewno to nie to samo miejsce dżungli, w którym rozbiliśmy obóz. DEX. Gdzie on jest? Gdzie reszta?Boże, gdzie ja jestem?!  Rozejrzałam się dokładniej po pomieszczeniu, które wyglądało niemal tak samo jak nasze strefy mieszkalne z wyjątkiem tego, że u nas nie było roślin i odgłosów dziczy.
Wstałam z czegoś co przypominało łóżko i podeszłam do drzwi, które po ich uchyleniu ukazały zupełnie inną cywilizację. Ujrzałam coś, czemu ciężko było dać wiarę. Widziałam zwykłych ludzi, takich jak ja, tylko trochę dzikich, ale byli bardzo podobni do mnie i moich bliskich. Przynajmniej z wyglądu...
Opuściłam mą bezpieczną przystań i udałam się na zwiady, jak na Zwiadowcę przystało, żeby rozpoznać nowy teren. Usiłowałam wtopić się w tłum, ale coś mi nie wyszło, bo gdy tylko ruszyłam dalej, przykułam uwagę wszystkich osadników. Czułam się jak mała rybka pośród stada rekinów. Po prostu osaczona.
- Śpiąca królewna się wreszcie obudziła. - Usłyszałam ledwo mi znany głos, którego tak dawno nie słyszałam i myślałam, że już nigdy nie usłyszę.
- Tata?! - O mało nie dostałam zawału i przeszła przeze mnie fala gniewu jak i radości. - Ty żyjesz?! - Wykrzyczałam to niemal na całą osadę i to tak, że nawet Dex mógł mnie usłyszeć.
- Tak, skarbie. Żyję i mam się dobrze. A co z tobą, słoneczko, jak się czujesz?
- Nie mogę uwierzyć w to, co widzę. Dlaczego nie wróciłeś do nas, albo nie dałeś żadnego znaku życia?
- Kochanie... Nie mogłem wrócić. Jak się uspokoisz i wszystko ci wyjaśnię, zrozumiesz.
- No to mi wyjaśnij. Chcę zrozumieć i wiedzieć dlaczego wychowywałam się bez ojca. Chyba mam prawo wiedzieć, dlaczego postanowiłeś, że zostawisz rodzinę i resztę życia dla TEGO! - Od razu zmieniłam nastawienie, bo nie mogłam mu pozwolić na to, by zaszkodził mej misji.
- Masz całkowitą rację i naprawdę żałuję, że nie było mnie przy tobie, gdy zaczynałaś chodzić, gdy rosły ci ząbki i gdy uczyłaś się walki, ale sercem i duchem zawsze byłem przy tobie, tak jak i przy twoim rodzeństwie.
- Tylko szkoda, że nie cieleśnie, ale na twoje szczęście poradziliśmy sobie i było nam dobrze. - Burknęłam.
- Porozmawiamy przy obiedzie. - Rzekł pewnie i stanowczo z tonem, który oznajmiał, że to on jest samcem alfa i nie można mu się sprzeciwiać.
- Nie bedzie żadnego obiadu, bo wracam do moich przyjaciół. - Odparłam, bo miałam już po dziurki w nosie spotkania z ojcem.
- Twoi przyjaciele także chętnie zostaną na obiad.
- Oni tu są?!?!
- Tak, skarbie. Są i mają się dobrze, przynajmniej jak na takie warunki, w których przebywają.
- Co im zrobiliście?
- Jeszcze nic.
- Co to ma niby znaczyć?
- Ma to znaczyć, że o ile zechcesz uciec, twoi przyjaciele zapłacą za to srogo.
- Jak miło, że jeszcze śmiesz mi grozić i rozkazywać. Jeśli mogłabym wiedzieć, czym sobie na to zasłużyłam?
- Kochanie, ty niczym, ale chcę cię uchronić przed niebezpieczeństwami tego świata, a poza tym mam już pewne plany, w których bierzesz udział.
- Nie możesz mnie zostawić w spokoju, jak to robiłeś dotychczas?
- Wybacz, ale jesteś zbyt ważnym elementem tego planu i nie mogę cię wykluczyć.
- A dowiem się chociaż czego ode mnie oczekujesz, czy mam się domyślać?
- Wszystko w swoim czasie. - Po tych słowach odwrócił się ode mnie i rzekł - Nie bądź zła, mam swoje powody...
- Tak jak każdy.
- Za chwilę przyjdzie po ciebie Aleks i da ci odpowiednie instrukcje. - Teraz już naprawdę odszedł...

piątek, 16 września 2016

Przykra wiadomość :C

Niestety muszę oznajmić, że chwilowo się zacięłam i nie posiadam weny  do pisania. Może w następnym tygodniu uda mi się coś wyskrobać, ale nie jestem pewna. Bardzo przepraszam i proszę o cierpliwość jak i wyrozumiałość.